Prywatyzacja kaliskiej oczyszczalni ścieków to zły pomysł, ale radni na wszelki wypadek chcą ograniczyć władzę prezydenta i sami decydować o przyszłości komunalnego majątku.
Czy Grupowa Oczyszczalnia Ścieków dla Kalisza i Nowych Skalmierzyc może stać się własnością dużej, prywatnej (polskiej lub zagranicznej) firmy? Czy po takiej transakcji mieszkańcy zdołaliby udźwignąć koszty odprowadzania ścieków ze swoich gospodarstw domowych? Na te pytania na razie prostej odpowiedzi nie ma. Ale część radnych miejskich nie lekceważy krążących pogłosek o tajnych negocjacjach prezydentów z emisariuszami firm zainteresowanych zrobieniem dobrego interesu na kaliskich ściekach.
Na ściekach – podobnie jak na śmieciach – można nieźle zarobić. Na razie jednak GOŚ-ka wybudowana przez Spółkę „Prosna”, w której Kalisz ma większość udziałów, nie przypomina kury znoszącej złote jaja. Przeciwnie – stała się powodem bólu głowy nie tylko szefów miasta, ale przede wszystkim mieszkańców. Kredyty ktoś musi spłacić. A spłacają m.in. kaliszanie w formie opłat po 4,11 zł za każdy metr sześć wyprodukowanych przez siebie ścieków.
Wierutne bzdury
Sytuację zdecydowanie odmieniłaby częściowa redukcja długów w wojewódzkim i Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska, na co są duże szanse. A chodzi o niebagatelną kwotę, bo o blisko 20 mln zł. I być może właśnie owe dobre rokowania, zachęcają potencjalnych prywatnych inwestorów do rozpoznania możliwości prywatyzacji.
Daniel Sztandera, wiceprezydent Kalisza, wierutnymi bzdurami określa pogłoski o jakichś tajnych negocjacjach.
- Zapewniam, że ani ja, ani prezydent Janusz Pęcherz nie prowadzimy żadnych rozmów, które miałyby zmierzać do zmiany układu właścicielskiego w spółce „Prosna” – mówi. – Jedynie co nas zajmuje, to uzyskanie częściowej redukcji długów i obniżenie kosztów funkcjonowania oczyszczalni.
Sylwia Surowiak prezes „Prosny” wręcz nie widzi możliwości sprzedaży wartego ponad 100 mln zł majątku spółki. Wymagałoby to – jej zdaniem – przeprowadzenia kosztownej wyceny i zgody wszystkich udziałowców „Prosny”.
- W ciągu najbliższych lat sytuacja finansowa spółki znacznie się poprawi, bo takie mamy prognozy i dzięki temu mogą być obniżone ceny świadczonych usług – mówi prezes Surowiak. – Gdyby miejsce wodnej zajęła spółka prawa handlowego, nastawiona na wypracowanie zysku, to z pewnością bardzo wzrosłyby opłaty za ścieki dla mieszkańców. Nie spodziewam się więc, by taki pomysł zyskał akceptację.
Prawica dmucha na zimne
Być może nie pojawiłyby się spekulacje na temat sprzedaży oczyszczalni, gdyby nie fakt, że w Kaliszu kompetencje w zakresie zbywania majątku komunalnego całkowicie przypisane są prezydentowi. Podczas gdy w zdecydowanej większości polskich miast takowe posiada wyłącznie Rada Miejska. Wprowadzenia podobnych zasad w grodzie nad Prosną chce prawicowy klub radnych.
W tym tygodniu przewodniczący Rady Miejskiej otrzymał projekt stosownej uchwały.
Z rezerwą o projekcie
- Nasza inicjatywa nie jest wymierzona przeciwko prezydentowi, ale wręcz chroni go przed ewentualnymi pomówieniami, które często pojawiają się przy okazji sprzedaży majątku komunalnego – mówi radny Wojciech Bachor. – To Rada Miejska przyjęłaby na siebie nie tylko decyzje, ale przede wszystkim odpowiedzialność za sprzedaż, dzierżawę, czy wnoszenie aportem do spółek mienia komunalnego.
Zbigniew Włodarek, przewodniczący Rady Miejskiej Kalisza, do projektu uchwały podchodzi z rezerwą, bo nie chciałby takiego ograniczenia kompetencji prezydenta, które by go ubezwłasnowolniło.
- Jednakże w kluczowych sprawach związanych np. ze zbywaniem udziałów w spółkach komunalnych, czy sprzedaży większych miejskich nieruchomości mogłaby rzeczywiście decydować rada – twierdzi przewodniczący.
Nawet jeśli Kaliszowi nie grozi tzw. dzika prywatyzacja majątku i nikt nie zamierza sprzedawać spółek komunalnych, to jednak im więcej osób musi wyrazić zgodę na przekształcenia, tym lepiej. Przykłady dziwnych prywatyzacji spółek Skarbu Państwa mamy wszak niedaleko, choćby Fabryki Wagon w Ostrowie Wielkopolskim.
Wojciech
Bachor,
radny
prawicy
W 2002 roku przyjęto uchwałę, która całkowicie pozbawiła Radę Miejską prawa decydowania o sprzedaży, dzierżawie, etc. nieruchomości komunalnych. Kalisz ma niewiele majątku w porównaniu do innych miast. Tym bardziej więc w dysponowaniu nim potrzebny jest szeroki udział przedstawicieli mieszkańców. Nie należy więc w naszej propozycji rozszerzenia uprawnień Rady Miejskiej dopatrywać się zamachu na władzę prezydenta.
Autor artykułu: Renata CICHARSKA