Figurki frasobliwych Chrystusików, przekornych diabłów, wiejskich muzykantów, rozochoconych weselników, zatroskanych kobiet, wieśniaków przy codziennych zajęciach – można oglądać na dwóch piętrach kaliskiej galerii „Wieża ciśnień”, gdzie czynna jest wystawa rzeźby ludowej Bogdana Osucha z Jarocina, Zdzisława Staszaka z Brudzewa i Jana Strzelczyka z Łowęcić.
Każdy z nich jest twórcą już znanym, ze sporym dorobkiem artystycznym. Każdy też reprezentuje nieco inny styl. Figurki Osucha są kolorowe, wyraziste, wesołe – bardzo ozdobne. Staszak potrafi kilkoma pozornie prostymi cięciami w drewnie oddać kształt i aurę swych postaci. Strzelczyk indywidualizuje swoje rzeźby, wyróżniając je nie tylko strojem czy typowymi rekwizytami, ale także rysami twarzy. A wszyscy trzej wprowadzają nas w baśniowy świat ludowej rzeźby, pełen własnych tajemnic i niedopowiedzeń.
- W powszechnym mniemaniu za „zagłębie sztuki ludowej” uważa się Podhale, Kielecczyznę, Rzeszowszczyznę czy Kurpie – powiedział m.in. podczas wernisażu współtwórca wystawy, etnograf Olech Podlewski. – Tymczasem tradycje rzeźby ludowej na naszych terenach są równie piękne, choć mniej znane. Pierwotnie była to przede wszystkim sztuka sakralna.
Tu, w Wielkopolsce stało dużo rzeźb przydrożnych, kapliczek, krzyży. Niestety, większość z nich zniszczono w czasie okupacji. Przetrwało jednak kilka znakomitych XIX-wiecznych rzeźb Pawła Brylińskiego – np. w Grabowie, Odolanowie, Nabyszycach, Kowalewie – dziś pozostających pod ochroną konserwatorską. Mają one kształt krzyża a czasem słupa, obłożonego wokół piętrowo postaciami czy symbolami, co wywołuje skojarzenia (może trochę szokujące?) z pogańskimi posągami Światowida.
Rzeźby trzech artystów w galerii „Wieża ciśnień”, co też warto podkreślić, są pięknie wyeksponowane. A tłem do nich są m.in. ludowe hafty wielkopolskie, zwane „snutkami golińskimi”, wykonane przez Marię Górecką, Pelagię Pietrzak i Marię Augustyniak. Geneza tego bardzo misternego białego haftu, przypominającego delikatne koronki, jest zresztą wielce osobliwa. Wiejskie dziewczęta nauczyły się go we dworze Heleny Moszczeńskiej, właścicielki Goliny.
Zarówno rzeźby trzech artystów jak i hafty snutkowe są dziś znane i cenione przez znawców w kraju i za granicą. Część eksponatów pokazanych na wystawie (za wyjątkiem zbiorów muzealnych) przeznaczona jest na sprzedaż. To niezła okazja dla miłośników sztuki ludowej.
Autor artykułu: BS