Osoby niewidome borykają się z wieloma problemami. Największym z nich jest, jak twierdzą, brak podręczników dla dzieci. Drukuje się ich zbyt mało i są bardzo drogie. Podręcznik brajlowski, składający się z kilku tomów, kosztuje około 1200-1500 zł. Książka o powiększonym druku dla dzieci słabowidzących jest cztery razy droższa od zwykłej. Na domiar złego w roku 2000 Ministerstwo Edukacji Narodowej zlikwidowało dofinansowanie podręczników i lektur szkolnych wydawanych dla dzieci z dysfunkcjami wzroku.
- Bardzo trudna sytuacja jest z podręcznikami z powiększoną czcionką. Każda szkoła sama wybiera sobie woluminy, a drukowanie kilku egzemplarzy jest bardzo kosztowne – mówi Jan Kwiecień, dyrektor chorzowskiego okręgu Polskiego Związku Niewidomych.
Brak zmysłu wzroku oraz horrendalnie wysokie ceny podręczników powodują, że ociemniali mają znaczne kłopoty ze zdobywaniem wiedzy. Nawet komputery muszą być dla nich specjalnie dostosowywane – konieczna jest instalacja syntezatora mowy i brajlowskiej klawiatury. Koszt takiego zestawu wynosi kilkanaście tysięcy złotych.
- Paradoksalnie, z komputerami sprawa wygląda lepiej niż z książkami. We współpracy z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych realizujemy bowiem program ‘Komputer dla Homera’, który pozwala na dofinansowanie takiego zakupu. Niestety, nie jesteśmy w stanie zapewnić ich wszystkim chętnym. Martwi nas również przyszłość na rynku pracy – przygotowanie niewidomego do zawodu dużo kosztuje, a przecież może dojść do sytuacji, że będzie się tworzyć miejsca pracy dla ,normalnej” części społeczeństwa kosztem ograniczenia zatrudnienia niepełnosprawnych. Wtedy będą musieli żyć z niezbyt wysokich rent – tłumaczy.
Od niedawna, od czasu zmniejszenia zniżek dla niewidomych, sporym problemem stały się także podróże.
- W większości przypadków nasi podopieczni podróżują z przewodnikiem. To znacznie zwiększa koszty przejazdu. Po zmniejszeniu ulg musieli ograniczyć wyjazdy do swych rodzin i przyjaciół – dodaje Jan Kwiecień.
Na ostrą krytykę zasługuje również postawa części Polaków w stosunku do osób niewidomych. Według raportów Unii Europejskiej zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie w tej kwestii.
- Społeczeństwo uważa, że osoba niepełnosprawna to ktoś, kto porusza się na wózku inwalidzkim. Tymczasem takie osoby są w o tyle lepszej sytuacji, że widzą. Zdarza się przecież, że na swojej drodze spotykamy niezabezpieczone wykopy. Ponadto likwidując bariery dla ‘wózkowiczów’ rzadko myśli się o tym, że rzuca się kłody pod nogi osobom takim jak ja – mówi Jolanta Kutyło z Domu Pomocy Społecznej Polskiego Związku Niewidomych w Chorzowie, niewidząca od urodzenia.
Trudności dotykają tych ludzi również w zderzeniu z najzwyklejszymi, codziennymi zajęciami. Ot, wyjście do sklepu. Bywa, że są oszukiwani, wykorzystuje się ich kalectwo sprzedając gorszy towar lub nieświeże produkty.
- Zdarza się, że sprzedawcy próbują nas oszukiwać. Kiedyś do normalnego kawałka mięsa dorzucono mi kości. Ale często bywa tak, że ludzie pomagają nam w sklepach. Czasem sprzedają towar z upustem. Są ludzie i ludziska. Również wśród niewidomych – dodaje Kutyło.
Mimo tych niedogodności, osoby, które natura, choroba lub nieszczęśliwy wypadek pozbawiły prawa do normalnego patrzenia na świat, starają się normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Jak sami bowiem podkreślają: nie widzieć, nie znaczy nie żyć.
Autor artykułu: MARIUSZ PRZEPIÓRKA