Archive for March, 2002

Bluestracje 2002

Tuesday, March 26th, 2002

Już po raz piąty w Miejskim Domu Kultury “Batory” odbyły się “Bluestracje”, czyli chorzowskie spotkania z bluesem. Podczas tegorocznej edycji wystąpili Jan “Kyks” Skrzek, Andrzej Urny, Jerzy Kawalec, Arek Skolik, The Rabbits, Krople Życia, Monkey Bussiness oraz gwiazda wieczoru Ewa Uryga.

- Na nowej płycie znajdzie się dziesięć utworów. Materiał nagrywaliśmy w Nowym Jorku, przy udziale muzyków amerykańskich. Podobnie jak w przypadku poprzedniej płyty, tyle że wtedy towarzyszyli nam również polscy muzycy. W Polsce trudno jest wydać album z tym rodzajem muzyki. To dlatego, że nie jest to gatunek komercyjny – mówi Ewa Uryga.

Piosenkarka rozpoczynała przygodę ze śpiewaniem w szkole podstawowej. Wygrała konkurs w Szkole Podstawowej nr 46 w Bytomiu, do której uczęszczała. Potem jej kariera potoczyła się bardzo szybko. Została laureatką ogólnopolskich festiwali w Opolu i Zielonej Górze. W 1984 r zdobyła II nagrodę na festiwalu Krajów Nadbałtyckich w Karlsham w Szwecji, a w 1990 – II nagrodę na XVII Międzynarodowym Spotkaniu Wokalistów Jazzowych w Zamościu. Jest absolwentką Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach.

Koncertem na Bluestracjach rozpoczęła promocję najnowszej płyty, której wydanie planuje na maj. Będzie to już czwarty autorski album piosenkarki. Jej poprzednie krążki to The Colours of Soul (1996), Ballads for Ella (1999) oraz Running for my life (2000).

- Prawdziwą trasę koncertową zaplanowaliśmy na jesień tego roku. Chcemy sprowadzić muzyków ze Stanów Zjednoczonych, z którymi nagrywaliśmy płytę. To pierwsza liga amerykańskich instrumentalistów – mówi Bożena Uryga, menadżer, a zarazem bratowa wokalistki.

Autor artykułu: mp

Przez życie po omacku

Tuesday, March 26th, 2002

Osoby niewidome borykają się z wieloma problemami. Największym z nich jest, jak twierdzą, brak podręczników dla dzieci. Drukuje się ich zbyt mało i są bardzo drogie. Podręcznik brajlowski, składający się z kilku tomów, kosztuje około 1200-1500 zł. Książka o powiększonym druku dla dzieci słabowidzących jest cztery razy droższa od zwykłej. Na domiar złego w roku 2000 Ministerstwo Edukacji Narodowej zlikwidowało dofinansowanie podręczników i lektur szkolnych wydawanych dla dzieci z dysfunkcjami wzroku.

- Bardzo trudna sytuacja jest z podręcznikami z powiększoną czcionką. Każda szkoła sama wybiera sobie woluminy, a drukowanie kilku egzemplarzy jest bardzo kosztowne – mówi Jan Kwiecień, dyrektor chorzowskiego okręgu Polskiego Związku Niewidomych.

Brak zmysłu wzroku oraz horrendalnie wysokie ceny podręczników powodują, że ociemniali mają znaczne kłopoty ze zdobywaniem wiedzy. Nawet komputery muszą być dla nich specjalnie dostosowywane – konieczna jest instalacja syntezatora mowy i brajlowskiej klawiatury. Koszt takiego zestawu wynosi kilkanaście tysięcy złotych.

- Paradoksalnie, z komputerami sprawa wygląda lepiej niż z książkami. We współpracy z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych realizujemy bowiem program ‘Komputer dla Homera’, który pozwala na dofinansowanie takiego zakupu. Niestety, nie jesteśmy w stanie zapewnić ich wszystkim chętnym. Martwi nas również przyszłość na rynku pracy – przygotowanie niewidomego do zawodu dużo kosztuje, a przecież może dojść do sytuacji, że będzie się tworzyć miejsca pracy dla ,normalnej” części społeczeństwa kosztem ograniczenia zatrudnienia niepełnosprawnych. Wtedy będą musieli żyć z niezbyt wysokich rent – tłumaczy.

Od niedawna, od czasu zmniejszenia zniżek dla niewidomych, sporym problemem stały się także podróże.

- W większości przypadków nasi podopieczni podróżują z przewodnikiem. To znacznie zwiększa koszty przejazdu. Po zmniejszeniu ulg musieli ograniczyć wyjazdy do swych rodzin i przyjaciół – dodaje Jan Kwiecień.

Na ostrą krytykę zasługuje również postawa części Polaków w stosunku do osób niewidomych. Według raportów Unii Europejskiej zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie w tej kwestii.

- Społeczeństwo uważa, że osoba niepełnosprawna to ktoś, kto porusza się na wózku inwalidzkim. Tymczasem takie osoby są w o tyle lepszej sytuacji, że widzą. Zdarza się przecież, że na swojej drodze spotykamy niezabezpieczone wykopy. Ponadto likwidując bariery dla ‘wózkowiczów’ rzadko myśli się o tym, że rzuca się kłody pod nogi osobom takim jak ja – mówi Jolanta Kutyło z Domu Pomocy Społecznej Polskiego Związku Niewidomych w Chorzowie, niewidząca od urodzenia.

Trudności dotykają tych ludzi również w zderzeniu z najzwyklejszymi, codziennymi zajęciami. Ot, wyjście do sklepu. Bywa, że są oszukiwani, wykorzystuje się ich kalectwo sprzedając gorszy towar lub nieświeże produkty.

- Zdarza się, że sprzedawcy próbują nas oszukiwać. Kiedyś do normalnego kawałka mięsa dorzucono mi kości. Ale często bywa tak, że ludzie pomagają nam w sklepach. Czasem sprzedają towar z upustem. Są ludzie i ludziska. Również wśród niewidomych – dodaje Kutyło.

Mimo tych niedogodności, osoby, które natura, choroba lub nieszczęśliwy wypadek pozbawiły prawa do normalnego patrzenia na świat, starają się normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Jak sami bowiem podkreślają: nie widzieć, nie znaczy nie żyć.

Autor artykułu: MARIUSZ PRZEPIÓRKA

Politycy na starcie

Friday, March 22nd, 2002

Miniony tydzień upłynął pod znakiem politycznych deklaracji. Na niedzielnej konwencji Sojuszu Lewicy Demokratycznej poseł Jerzy Szteliga ogłosił, że 5 kwietnia lewica przejmuje władzę w regionie. Następnego dnia niedobitki opolskiej prawicy zapowiedziały, że tak łatwo się nie poddadzą.

Na spotkaniu liderów SLD obyło się bez niespodzianek. Co prawda w październiku 2001 roku posłowi Sztelidze nie udało się przeforsować własnych kandydatów na szefów urzędu Wojewódzkiego (przypomnijmy: wojewodą miała być Elżbieta Rutkowska a jej zastępcą Henryk Szendera), a premier Leszek Miller wykręcił mu numer, mianując wojewodą Leszka Pogana (który podobno od dwóch lat z panem posłem nie rozmawiał), ale Szteliga nadal trzyma się mocno. Wtedy spekulowano, że utracił zaufanie i może mieć kłopoty z uzyskaniem wotum zaufania, ale nic takiego się nie stało – delegaci w cuglach udzielili absolutorium wojewódzkim władzom partii. Poseł Szteliga tryskał więc optymizmem.

- Bierzemy odpowiedzialność za region, nasz kandydat został dyrektorem Kasy Chorych, a do 5 kwietnia sfinalizujemy rozmowy z mniejszością i, mam taką nadzieję, wspólnie odwołamy nieudolne władze samorządowe województwa – zapowiadał.

Poseł Szteliga był tak pewny siebie, jakby opolska prawica na dobre zniknęła już z politycznej sceny. Tymczasem już w poniedziałek rano w biurze senator Doroty Simonides spotkali się centroprawicowi liderzy, by na oczach dziennikarzy podpisać deklarację Opolskiej Wspólnoty Samorządowej, która ma być wspólną wyborczą reprezentacją posolidarnościowych ugrupowań. Media ustaliły, że zjawili się przedstawiciele RS AWS, UW, PPChD i ZChN, a zaproszenia powędrowały też do Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości.

- Pragniemy jednak podkreślić, że Opolska Wspólnota Samorządowa gromadzi nie partie, ale osoby. U nas nie będzie żadnych parytetów, będzie za to współpraca ludzi wyznających podobny system wartości – przekonywał AWS-owski marszałek województwa Stanisław Jałowiecki.

Gwoździem politycznego tygodnia będzie jednak dopiero sobotni zjazd Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim, który odbędzie się na Górze św. Anny. Nie jest tajemnicą, że w Opolskiem to Mniejszość Niemiecka jest politycznym języczkiem u wagi – rządzić regionem będzie ta partia, którą Mniejszość sobie dobierze. Czy będzie to, jak zapowiada poseł Szteliga, SLD? Czas pokaże.

Autor artykułu: most

Rozmowa z ANDRZEJEM SIKOROWSKIM, liderem krakowskiej grupy “Pod Budą”, niedawnym gościem Teatru Małego

Friday, March 22nd, 2002

- Fani zespołu cenią pana za wyjątkową zdolność postrzegania świata. Jakie są aktualne spostrzeżenia?
- Nie idziemy w dobrym kierunku. Moje przekonanie bierze się zarówno z obserwacji jak i prawidłowości historycznej. Coraz większą uwagę zwracamy na samych siebie, przywiązujemy wagę do pieniędzy i sukcesu za wszelką cenę. Zaprowadziła nas do tego techniczna cywilizacja, którą sami stworzyliśmy. Trzeba pamiętać, że wszystkie wielkie cywilizacje spotkał los gwałtowny. Pewnie i nas to czeka. Ja mam tylko cichą nadzieję, że będzie to już po mojej śmierci…

- Może problem tkwi w tym, że zapominamy o najprostszych wartościach, kierujemy się instynktem?
- Tak! Polska jest 40-milionowym krajem, z Papieżem Rodakiem. Gdyby tak przyjrzeć się temu, co tu się dzieje to jest to jedno wielkie wykroczenie przeciw Dekalogowi. Nasz katolicyzm i nasza wiara są strasznie fasadowe.

- Czy człowiek, który w tym roku obchodzi 25-lecie działalności artystycznej traktuje scenę z rutyną, jako miejsce zarobku, czy może czuje jeszcze dreszczyk emocji gdy gasną światła?
- Mam świadomość, że przychodzą ludzie, którzy zapłacili za bilety, chcą coś przeżyć, wzruszyć się. Wiem, że te wszystkie doznania muszę im zafundować bez względu na to czy np. boli mnie głowa. Nie mam tremy. Obawa przed spotkaniem z kimś kto na ciebie liczy i czeka jest niedorzeczna. Ale dreszczyk emocji zawsze jest. Człowiek zadaje sobie pytanie czy podbije tę publiczność czy nie… Mam sportowy charakter!

- Co jakiś czas możemy usłyszeć, że kończy pan działalność estradową.
- Zawód który wykonuję nie gwarantuje emerytury. Bardzo mocno determinuje też biologia, proces starzenia itp. Estradowiec nie może być kulawy, zgarbiony, nie może mieć problemów z dociągnięciem nut. 70-letni człowiek nie będzie czysto śpiewał. Nie mam zamiaru powielać kariery Mieczysława Fogga, żadna śmierć na scenie mi się nie marzy. Nie mam już 25 lat i śpiewanie mnie męczy. Jazda na koncerty samochodem Kraków – Szczecin – Białystok już nie jest dla mnie przygodą…

- Brakuje odpoczynku?
- Chętnie bym odpoczywał. Ale są jeszcze inne zależności. Jest zespół, który utrzymuję. Grają w nim przyjaciele, którym nie mogę powiedzieć, że mi się nie chce. I tak udało mi się drastycznie ograniczyć liczbę występów. Były lata kiedy graliśmy ponad 200 koncertów w roku. Człowieka nie ma w domu, nie ma życia towarzyskiego, wypadów do kina, teatru… Można ogłupieć! Zwolniliśmy. Nie mogę powiedzieć jak długo jeszcze pogramy, ale gdzieś tam w oddali już widać koniec.

- Jaki rodzaj twórczości będzie pan uprawiać na emeryturze?
- Chcę napisać wspomnienia. Człowiek, który zwiedził cały świat, poznał tylu ludzi ma o czym pisać. Jeżeli ma to być książka nie owijająca spraw w bawełnę, to boję się, że będzie dla niektórych trochę drażliwa. Nasza branża wcale nie jest taka lukrowana, jest tam kupa brudu. Gdybym chciał ten brud pokazać, to zdaję sobie sprawę, że wiele osób by się na mnie obraziło. Dlatego chcę jeszcze trochę poczekać.
- Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu: MARCIN SITKO

Po raz ósmy w Zespole Szkół odbył się konkurs “Malarstwo sakralne”

Friday, March 22nd, 2002

Świątynie malowało kilkadziesiąt uczniów gimnazjów i szkół średnich.
- W tej rywalizacji biorę udział już po raz trzeci. Za pierwszym razem zajęłam II miejsce, za drugim otrzymałam wyróżnienie. Teraz udało mi się zająć I miejsce za rysunek (w kategorii uczniów szkół średnich). Narysowałam kościół Mariacki i kościół na krakowskich Bielanach. To są moje ulubione miejsca. Rysowałam je z fotografii – powiedziała nam Aleksandra Czajka z LO nr 4.

- Jestem związana z tyskim kościołem Świętego Ducha, przez wiele lat mieszkałam w pobliżu. Panuje tam wspaniała atmosfera, która sprzyja skupieniu. Nie miałam kłopotów z wyborem obiektu do malowania. Zajęłam I miejsce w kategorii malarstwo – mówi Monika Piotrowska z LO nr 2.

Na konkurs nadeszło wiele różnych prac. Tematami były przeważnie tyskie świątynie. Jednak nie zabrakło również górskich czy krakowskich kościołów.

- Chciałabym, żeby przedstawione na tych obrazach i rysunkach kościoły trafiły do parafii, które przedstawiają w formie reprodukcji. To byłby wspaniały gest w stronę tych młodych i zdolnych twórców – powiedziała Helena Golda-Błahut, malarka i członek jury.

Wystawa nagrodzonych i wyróżnionych prac będzie czynna w Zespole Szkół przy ul. Wejchertów 20 do końca przyszłego tygodnia.

Autor artykułu: (KS)

Konkurencja na torach tramwajowych

Thursday, March 21st, 2002

Podczas wczorajszego spotkania u wojewody śląskiego prezydenci miast aglomeracji katowickiej i dyrekcja Przedsiębiorstwa Komunikacji Tramwajowej dyskutowali nad zasadami komercjalizacji firmy. Pojawiło się kilka koncepcji podziału akcji, a nawet kwestia znalezienia inwestora strategicznego lub powołania spółki, która wydzierżawiałaby torowiska wielu przewoźnikom.

- PKT zaproponowała, żeby 15 gmin wykupiło akcję dokapitalizowując firmę w wysokości 104 mln zł. Prezydenci stwierdzili, że nie widzą takiej możliwości i uważają, że komercjalizacja jest możliwa do przeprowadzenia na zasadach opracowanych w KZK GOP, czyli według wielkości usług przewozowych. Mam nadzieję, że za kilka tygodni będzie opracowana jedna, wspólna koncepcja. Wówczas podejmę decyzję o dalszych losach firmy – wyjaśnia Lechosław Jarzębski, wojewoda śląski.

Autor artykułu: (BL)

Na wagary do szkoły?

Thursday, March 21st, 2002

Dzisiaj tylko nieliczne szkoły poprowadzą lekcje zgodnie z planem zajęć. W większości rozpocznie się festiwal imprez obliczonych na zatrzymanie w szkolnych murach uczniów, którym z okazji pierwszego dnia wiosny mogłyby zamarzyć się wagary. Nauczyciele zadbali, aby od ucieczki ciekawsze były przygotowane przez nich propozycje. Tych z kolei nie zabraknie. Tylko w katowickim ZSO nr 19 zaplanowano konkursy taneczny i matematyczny, maraton filmowy oraz koncert. Natomiast dzieci z ZSO nr 14 zmierzą się w turnieju piłki siatkowej. Innych uczniów czekają wycieczki, wyjścia do kin, hal sportowych oraz zabawy przy ogniskach.

- Parę lat temu z frekwencją 21 marca bywało różnie. Jednak znaleźliśmy rozwiązanie. Dokładnie tego dnia nadano nam imię Zofii Kossak. Rocznicę obchodzimy hucznie i regularnie. Uczniowie przygotowują pokaz mody, na który składają się prace dyplomowe. Niewielu decyduje się opuścić takie wydarzenie – wyjaśnia Krystyna Gajos, dyrektor Zespołu Szkół Odzieżowych i Ogólnokształcących w Katowicach. – Sama na wagary poszłam raz w życiu. Pamiętam, że najadłam się tyle strachu, iż już nigdy więcej nie próbowałam omijać lekcji.

Dzień wagarowicza stanowi specjalne wyzwanie nie tylko dla pedagogów, ale również dla stróżów prawa. Na ulicach pojawi się wzmożona liczba policyjnych patroli. Zadaniem mundurowych będzie przede wszystkim dopilnowanie, aby spontaniczne świętowanie nadejścia wiosny nie przekształciło się w burdy czy awantury. Funkcjonariusze zajrzą do miejsc słynących jako punkty spotkań wagarowiczów.

- Niestety, poprzednio dla niektórych młodych ludzi wagary kończyły się w izbie wytrzeźwień. Zdarzały się też bójki i chuligańskie wybryki. Warto przypomnieć, że samowolne opuszczanie lekcji niesie ze sobą przykre konsekwencje. Napotkanych dziś uciekinierów przekażemy rodzicom. Nie zapomnimy również powiadomić o zdarzeniu właściwej szkoły – mówi st. asp. Krzysztof Siedliński, inspektor ds. nieletnich w Komendzie Miejskiej Policji w Jaworznie.

Nietypowo do kwestii szkolnych uciekinierów podeszli funkcjonariusze z Mysłowic. Wspólnie ze Stowarzyszeniem Bezpieczne Miasto organizują bowiem trzecią już edycję programu ,Bezpieczne gimnazjum”. Na stadionie Klubu sportowego ,09″ przy ul. Gwarków w ramach przedsięwzięcia zobaczyć będzie można pokazy sprawnościowe straży pożarnej oraz policji. Natomiast w Klubie Sportowym ,Siła” młodzież zawalczy o Puchar Przechodni Komendanta Miejskiego. Na uczestników imprezy czeka mnóstwo wartościowych nagród.

- Ze względu na pogodę bezpieczniej witać wiosnę pod dachem. Zwłaszcza przed południem będzie pochmurnie. Mogą też pojawić się opady. Temperatura nie przekroczy 10 stopni, zaś w piątek i sobotę ochłodzi się jeszcze bardziej. Cały czas też będzie wiał słaby wiatr – podkreśla Antonina Barczyk z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Autor artykułu: ALEKSANDRA MRUK

Powiększy się sieć dróg

Thursday, March 21st, 2002

Już wkrótce zniknąć ma część bram broniących wjazdu do Huty Częstochowa, a część uliczek wewnątrz kombinatu stanie się ulicami miejskimi – zapowiada wiceprezydent Jerzy Kocyga.

Projekt związany jest z planami utworzenia na części gruntów należących do huty strefy przemysłowej. Stąd pomysł poprawienia dojazdu do niej. Poprawiony ma być standard ulicy Legionów. Ma zostać przebudowana w drogę dwupasmową na odcinku od trasy DK-1 do Koksowni. Tutaj będzie można przejechać przez zamkniętą dziś bramę i pojechać w kierunku Kucelina, co umożliwi kontakt z terenami strefy na południe od huty (powstaje tam huta szkła firmy Guardian). Przy okazji możliwy będzie (postulowany przez środowiska żydowskie) swobodny dojazd do znajdującego się na terenie zakładu cmentarza żydowskiego. Pozwoli na to przedłużenie ul. Złotej na Zawodziu i likwidacja nasypu kolejowego, który odcina dojazd do cmentarza.

Ulica Legionów na odcinku do granic miasta nie będzie już dwupasmowa, zostaną jednak poprawione jej parametry aż do pętli autobusu nr 11 przy bramie huty prowadzącej do Walcowni. Ta brama także zostanie otwarta dla ruchu kołowego. Uliczka po wschodniej stronie Walcowni zostanie zwykłą miejską ulicą, dzięki której będzie można dojechać w Kręciwilku do drogi nr 76, czyli łączącej Częstochowę z Olsztynem i dalej prowadzącej na Kielce. W ten sposób odciążony zostanie skręt w tę drogę z DK-1 i żeby dostać się do Olsztyna, czy Janowa mieszkańcy północnej części miasta będą mogli skorzystać z nowego objazdu.

Sprawą otwartą pozostaje kiedy uda się przeprowadzić te inwestycje. Jej szacunkowy koszt to około 5 mln złotych, przy czym na pewno możliwe byłoby obniżenie tych kosztów. Miasto próbuje też uzyskać wsparcie ze strony Unii Europejskiej w ramach funduszy akcesyjnych. To jednak oddaliłoby perspektywę budowy dróg przez hutę do 2004-2006 roku. – Korzystanie z funduszy europejskich wymaga spełnienia innych standardów, co kosztuje, więc być może taniej i szybciej będzie spróbować wykonać prace samodzielnie – mówi wiceprezydent Kocyga.

Autor artykułu: (zab)

Płoną trawy

Wednesday, March 20th, 2002

Droga do Pałysza w gminie Konopiska. Wtorek, godzina 10.20. Nad pobliskimi łąkami i nieużytkami unosi się ogromna chmura dymu. Widać ją z odległości kilku kilometrów. Nawet z daleka wśród dymu można dostrzec języki ognia. Silny wiatr błyskawicznie przenosi pożar w coraz inne miejsca. Na miejscu są już cztery sekcje strażaków. Muszą opanować pożar na obszarze około 6 hektarów. Gaszą go tzw. tłumnicami – kawałkami blachy przymocowanymi do drewnianego styla.

- Inny sposób nie wchodzi w grę – tłumaczy starszy kapitan Jarosław Piotrowski, dowodzący akcją. – To teren podmokły. Nie możemy wjechać tu wozem bojowym, z sześcioma tonami wody mógłby ugrzęznąć na bagnach.

- Od lasu język ognia jest ugaszony – melduje dowódcy aspirant Rafał Chojnacki. – Z drugiej strony naturalną zaporą dla pożaru jest staw.
Strażacy z obawą patrzą na ponadmetrowe trawy, które widać w pobliżu. – Oby tylko wiatr nie przeniósł tam ognia. Będą palić się jak wióry. Łatwo ich nie ugasimy – mówią.
Zatyka gorące od ognia powietrze, dusi swąd spalonego zielska, żab, drobnych żyjątek. Dwóch młodych strażaków ociera płynący pot z czoła. Służą – jak kiedyś ich ojcowie i dziadowie – w Ochotniczej Straży Pożarnej w Konopiskach.

- Pomagamy przy akcjach zawodowcom – mówią Przemysław Gajzner i Marcin Wolski. – W ostatnich tygodniach ciągle coś się tu pali. Ktoś musi specjalnie podpalać.

Akcja trwała 3,5 godziny. Oprócz gaszenia pożaru łąk i nieużytków w Pałyszu strażacy interweniowali też wczoraj przy płonących trawach w Złotym Potoku, Kłomnicach oraz w Częstochowie na ulicach: Barona i Mstowskiej, a także w Przyrowie, gdzie palił się młodnik.
- To plaga – mówią strażacy. – Nie ma dnia bez wyjazdu do płonących traw lub nieużytków.
W poniedziałek strażacy interweniowali w 36 takich przypadkach. Nielepiej jest w weekendy, kiedy ludzie decydują się na wiosenne porządki. Od początku roku – jak informuje brygadier Zbigniew Hibner, zastepca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie – w naszym powiecie miało miejsce aż 340 pożarów suchych traw. W ostatnich tygodniach ich liczba się zwiększa.

- Każdy taki pożar angażuje duże siły i środki, ktore mogłyby być wykorzystane w innych miejscach, gdzie jest większe zagrożenie dobytku czy budynków użyteczności publicznej – mówi kpt. Piotrowski. – Ogień na łąkach szybko się rozprzestrzenia. Trzeba go długo dogaszać.

Jak oblicza bryg. Hibner za pieniądze, które straż wydaje wiosną na gaszenie pól i traw, można by kupić sprzęt gaśniczo-ratowniczy czy wóz bojowy. – Każdy taki wyjazd kosztuje i to niemało – od kilkuset złotych nawet do kilku tysięcy – mówi.

Strażacy wielokrotnie apelowali o zaprzestanie wypalania traw. Ich prośby pozostają jednak bez odzewu. – Niektórych ludzi rozumu się nie nauczy. Dopóki nie pojawią się zielone pędy, uparcie będa podpalać trawy – prorokują.

Przed wypalaniem łąk i pól przestrzegają też ekolodzy.

- Ginie wtedy drobna zwierzyna, pszczoły, owady, a do pewnej głębokości zniszczony jest praktycznie cały ekosystem – mówią. – Niszczone są pędy, które rozwinęłyby się wiosną i jesienią.

* * *

st. kp. Jarosław Piotrowski:
- Rolnicy znaleźli najprostszy i najłatwiejszy dla nich sposób na oczyszczanie łąk czy przydomowych działek – podpalanie. Nie jest to bezpieczna metoda. Na dodatek angażuje środki i siły, które są potrzebne gdzie indziej.

asp. Rafał Chojnacki:
- W ostatnich tygodniach nie ma dnia bez wyjazdu do gaszenia płonących traw. Wszystko zależy od pogody. Im cieplej, tym więcej pożarów. Niestety, sprawców trudno ująć. Musielibyśmy złapać ich za rękę. Przy pożarze są tylko gapie.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK, JACENTY DĘDEK

Malowanki, drutowanki

Wednesday, March 20th, 2002

Jajka kurze, indycze, gęsie, a nawet strusie, pokryte bajecznie kolorowymi i misternymi wzorami, można oglądać na otwartej wczoraj przy ul. Piłsudskiego 7 wystawie “Wielkanoc w Słowacji”.

Podczas uroczystego otwarcia nie tylko oglądać, ale też degustować można było wypieki, patrzeć, jak wyplata się wierzbowe witki, którymi w poniedziałek wielkanocny słowaccy młodzieńcy biją panny, by ich skóra była piękna i gładka. Ekspozycja czynna jest do soboty, a poza jajkami malowanymi, podziwiać można także jajka zdobione misterną koronką z cienkiego drutu. Majstersztyk.

Autor artykułu: (net)