Archive for March, 2002

Marzenia do spełnienia

Friday, March 29th, 2002

Kiedy po raz pierwszy wszedłem na salę pełną ludzi wykrzykujących ile sił w piersiach: O! O!, pomyślałem, że ktoś tu zwariował. Tylko kto? Oni czy ja? Przecież to niemożliwe, żeby w jednym miejscu spotkało się aż tylu wariatów – mówi Andrzej.

Dwa lata temu, zachęcony przez kolegę ze szkoły, został dystrybutorem produktów pewnej amerykańskiej firmy. Początkowo to miała być dodatkowa praca. Jako nauczyciel wychowania fizycznego w szkole podstawowej, zarabiał niewiele. Nie wystarczało na utrzymanie rodziny, a potrzeby i wydatki rosły.

Przystojny, postawny, niezbyt wysoki brunet. Nosi szary garnitur, nieskazitelnie białą koszulę, krawat w krzykliwych barwach. Kiedyś Andrzej był mrukliwy, teraz jest uprzejmy, życzliwy.

- Weź sprawy w swoje ręce. Nie daj się wykorzystywać. Pracuj dla siebie. Decydujesz o swoim losie. Możesz wybrać: szara egzystencja albo dobrobyt, bogactwo, niezależność. Wykształcenie nie jest potrzebne. Czasami nawet przeszkadza. Najlepiej w tym biznesie powodzi się osobom z wykształceniem zawodowym. Musisz wierzyć i pracować. To przyniesie efekty. Osiągniesz cel – mówili mu ludzie z amerykańskiej firmy.

Zdecydował. Na początku pracował w szkole, a popołudniami jeździł na spotkania. Po pół roku rzucił stałą pracę, choć właściwie to praca rzuciła jego. Dyrektorka nie wytrzymała, bo Andrzej także wśród nauczycieli szukał dystrybutorów. Kiedy zaczął namawiać szefową do współpracy z firmą, otrzymał ostrą reprymendę. Uniósł się ambicją i złożył wymówienie. Spotkania, rozmowy były ciekawsze niż męczenie się z dziećmi w szkole.

Na lodówce w kuchni powiesił kartkę z wypisanymi marzeniami: samochód, wczasy na Majorce, nowy telewizor. Po kilkanaście razy dziennie powtarzał sobie, że odmieni życie rodziny.

Notes z adresami, numerami telefonów pęczniał. Spotkania, szkolenia, prezentowanie planów, zdobywanie punktów… Półki w łazience zapełniały się, podobno rewelacyjnymi, specyfikami. To nic, że były kilkakrotnie droższe od środków dostępnych w sklepach. Te, które rozprowadzał Andrzej, miały być lepsze, bardziej wydajne i – co najważniejsze – miał dostawać za nie punkty. A od ilości punktów zależy wysokość prowizji. Na płynach do naczyń, proszkach do prania, które dostawali znajomi, przylepiał karteczki z napisem: ,Za to nie ma punktów”.

Dawni przyjaciele Andrzeja, znajomi, rodzina – nagle zaczęli się dziwnie zachowywać. Coraz rzadziej wpadali z wizytą. Czasami dla świętego spokoju coś kupowali, ale odmawiali zostania dystrybutorami. Ci, którzy dali się skusić, po kilku tygodniach odchodzili. W końcu zaczęli unikać go jak ognia.

Żona na początku była zła, że mąż dał się omamić. Kiedy zaczęła chodzić z nim na spotkania, też się wciągnęła. Poparła go, kiedy postanowił rzucić pracę. To było nawet dla niej wygodne – wysyłał dzieci do szkoły, gotował obiady. Po południu wychodził do pracy. Wracał późno w nocy, ale był uśmiechnięty, szczęśliwy, pełen entuzjazmu. Roztaczał przed nią wspaniałe wizje. Tłumaczył, że trzeba przetrzymać trudny okres, ale już niedługo odłączą się samodzielni dystrybutorzy i pieniądze zaczną płynąć szerokim strumieniem. Ona wierzyła, oszczędzała, brała nadgodziny, żeby tylko utrzymać rodzinę. Mimo to długi zaczęły rosnąć w zastraszającym tempie. Sprzedali samochód.

Andrzej zdobywał kolejne punkty. W klapie marynarki z dumą nosił firmową odznakę. Chwile zwątpienia mijały po spotkaniach z tymi, którym się udało. Wmawiał sobie, że jest coraz bliżej sukcesu.

Brakowało na zapłacenie rachunków za prąd, ale nie na telefon komórkowy. Przecież wszyscy znajomi już mieli komórki. Nie mógł być od nich gorszy.

- Wszyscy tak zaczynali. Najważniejsze to się nie poddać. Nie słuchać tych bzdurnych opowieści o sektach. My jesteśmy jak rodzina, pomagamy sobie – zapewniał Andrzej.

Tymczasem zobowiązania rosły. Rodzina, u której byli zadłużeni, zaczęła się niecierpliwić, ale zarobek żony Andrzeja nie wystarczał nawet na bieżące wydatki. Do drzwi zaczęli pukać komornicy. Ona nie wytrzymała. Zabrała dzieci i wyprowadziła się do swojego ojca. Andrzej schował dumę do kieszeni i poszedł do dyrektorki szkoły, w której kiedyś pracował. Miał szczęście. Dostał pół etatu. Zaczął dorabiać u szwagra w firmie budowlanej. Za kolejną pożyczkę kupił używany samochód. Coraz mniej czasu mógł poświęcać na spotkania, wykładanie planów, wyjazdy na seminaria. W końcu zrezygnował. Jest nieszczęśliwy.

- To wspaniała rzecz. To szansa. Kiedyś jeszcze do tego wrócę – zapewnia Andrzej. – Teraz najważniejsze to odzyskać rodzinę. Czy mi się uda? Jeśli będę w to mocno wierzył…

KRZYSZTOF TROCZYŃSKI, psycholog:
- Odnoszę wrażenie, że takie firmy, jak opisywana w reportażu, działają trochę na zasadzie sekty. Przedstawiają takie perspektywy, że mało kto jest im w stanie się oprzeć. Ludzie zaczynają działać euforycznie, jak pod wpływem amfetaminy. Widzą jedną stronę działalności firmy, oczywiście tylko tę pozytywną. Nie dostrzegają minusów, przeszkód.
W podobny sposób przygotowywano do pracy kilka lat temu agentów ubezpieczeniowych. Wiele osób rzucało dotychczasowe, niskopłatne, ale stabilne zajęcia. Roztaczano przed nimi wizje korzyści: wyjazdów do ciepłych krajów, perspektywę opłacania dla nich polis ubezpieczenowych.
Opisywana w artykule firma działa na zasadzie piramidy. Jest w niej pewna grupa osób, które świetnie się mają. To wzmacnia pozostałych, którzy widzą kogoś, kto odniósł sukces. Chcą mu dorównać i wpadają w pułapkę.
Najczęściej dystrybucją towarów sprzedawanych przez takie firmy zajmują się osoby niewykształcone. Jeszcze niedawno było wśród nich wiele osób z tzw. budżetówki. Nie potrafią spojrzeć krytycznie na to, co się wokół nich dzieje. Pójdą za swoim sponsorem jak owieczki za pasterzem. Bo każda z tych owieczek także ma swoje stadko, które za nią podąża.

Prof. MAREK SZCZEPAŃSKI, socjolog:
- Ludzie pozwalają sobą manipulować z kilku powodów. Pierwszy z nich to pokusa indywidualnego sukcesu. W czasach socjalizmu liczyły się osiągnięcia kolektywu. Teraz ważne jest to, co osiągnie jednostka.
Drugi powód to poczucie wspólnotowości, swoistej nowej plemienności. Grupa złożona jest z osób mających ten sam cel: prosty, jasny. Na dodatek znajduje się on w zasięgu ręki, a to w obecnej sytuacji ekonomicznej jest bardzo ważne. Tego typu piramida finansowa nie mogłaby działać w Stanach Zjednoczonych czy we Francji. Natomiast w Polsce, gdzie jest ogromne bezrobocie i bieda, rozwinęła skrzydła.
Firma pokazuje ludzi, którym się udało. Można ich niemal dotknąć. Opowiadają o tym, jak zaczynali od zera i znaleźli się na wyżynach. Podczas spotkań stosowana jest psychologia tłumu, wytwarzane poczucie należenia do elity, do wybrańców. Rodzi się poczucie wyższości wobec niewtajemniczonych.
Trzeci powód to zaangażowanie finansowe. I tutaj następuje pełne wchłonięcie przez piramidę człowieka, którym powoduje chęć osiągnięcia sukcesu, poczucie więzi, wspólnoty oraz wyniki ekonomiczne.

Autor artykułu: ALDONA MINORCZYK-CICHY

Piłka zamiast jajeczka

Friday, March 29th, 2002

Rozmowa z JERZYM DUDKIEM

- Przebywa pan na Wyspach Brytyjskich ponad pół roku. Czy przyzwyczaił się pan już do angielskiego stylu życia?
- Można powiedzieć, że zadomowiłem się w Liverpoolu. Wszystko mam tutaj poukładane. Mój syn chodzi do miejscowej szkoły i podobnie jak ja pilnie uczy się angielskiego. Zostałem zaakceptowany przez kolegów w klubie, więc w sumie z aklimatyzacją na Wyspach Brytyjskich nie miałem większych problemów.

- Święta wielkanocne to w Polsce czas przeznaczony na rodzinne spotkania. Pana w Anglii zatrzymują klubowe obowiązki, ale może ktoś ze Śląska przyjedzie podzielić się święconym jajkiem do Liverpoolu?
- Rodzice byli u nas na Boże Narodzenie. Teraz Wielkanoc spędzą w kraju z bratem. Zresztą my zawsze w okresie świątecznym rozgrywamy sporo spotkań, więc i tak nie byłoby ze mnie w domu wielkiej pociechy.

- Czy to znaczy, że w ogóle nie znajdzie pan czasu na świętowanie?
- W sobotę gramy ligowy pojedynek z Charltonem. Mecz odbędzie się w Liverpoolu, więc ominie nas kilkugodzinna podróż. W niedzielę rano zasiądę razem z żoną Mirellą i synem Aleksandrem do wielkanocnego śniadania. Na stole nie zabraknie pisanek oraz innych typowo polskich świątecznych specjałów. Jednak później znów na pierwszym planie będzie piłka. Co prawda zaplanowany na wielkanocny poniedziałek mecz z Manchesterem United rozegraliśmy już wcześniej, gdyż zarówno my, jak i oni ciągle gramy w Lidze Mistrzów, ale zaraz po świętach czekają nas ciężkie pucharowe boje. W środę w ćwierćfinale Champions League zmierzymy się na Anfield Road z Bayerem Leverkusen, a tydzień później wyjeżdżamy na rewanż do Niemiec.

- No właśnie, tempo rozgrywek piłkarskich na Wyspach Brytyjskich jest zabójcze, a do tego dochodzą jeszcze występy w Lidze Mistrzów. Jak pan znosi te obciążenia?
- Przez cały czas gramy praktycznie systemem wtorek/środa – sobota/niedziela. Od września objechałem z drużyną niemal całą Anglię oraz pół Europy. Na mecze na Wyspach Brytyjskich najczęściej jeździmy autokarem, ale na przykład na pojedynki z Arsenalem, ze względu na sąsiedztwo stadionu Highbury z dworcem kolejowym, udajemy się luksusowym pociągiem, a jeśli podróż ma trwać dłużej niż trzy godziny – na przykład do Southampton czy Ipswich – to wówczas korzystamy z samolotu. Czarterem latamy też na wszystkie mecze w Champions League. Na pewno jest to wszystko bardzo męczące, ale taki wybrałem sobie zawód i nie ma co narzekać, zresztą zatrudnieni w klubie masażyści doskonale wiedzą, jak szybko zregenerować nadwątlone siły zawodników.

- Zaraz po zakończeniu rozgrywek w Premier League rozpoczyna się ostatni etap przygotowań do finałów mistrzostw świata, a pod koniec maja kadra wylatuje na turniej do Korei Płd. Kiedy zatem będzie pan miał czas przyjechać na dłużej do Polski i porządnie wypocząć w rodzinnych stronach?
- Chciałbym oczywiście, żebyśmy w Korei Płd. grali jak najdłużej. Wiadomo, że znacznie lepiej wypoczywa się po udanym występie i mam nadzieję, iż taki właśnie będzie nasz start w finałach MŚ. Na Śląsk zawitam więc najpewniej dopiero w lipcu.
Rozmawiał:

Autor artykułu: JACEK SROKA

Wystawa: Andrzej Pawłowski

Friday, March 29th, 2002

Jeszcze tylko dziś, jutro i w poświąteczny wtorek można poznać w katowickim BWA oryginalną twórczość Andrzeja Pawłowskiego (1925-1986).

Na wystawie prezentowane są m.in. jego słynne kineformy, a także inne nowatorskie prace z pogranicza rzeźby, malarstwa i fotografii.

Autor artykułu: (mars)

Zginęła na wysypisku

Wednesday, March 27th, 2002

Do tragicznego wypadku doszło wczorajszego przedpołudnia w Zabrzu, przy ulicy Cmentarnej, gdzie mieści się składowisko odpadów. Około godziny 10 ciągnik gąsienicowy ugniatający śmieci zmiażdżył 34-letnią kobietę, która na wysypisku poszukiwała zdatnej do użytku odzieży.

- Mężczyzna prowadzący ciągnik był trzeźwy. Nie zauważył zabrzanki zajętej wyciąganiem ubrań. Nagle gąsienice przygniotły ofiarę. Niestety, przejechana zmarła na miejscu – stwierdził podkomisarz Dariusz Wesołowski z Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu.

Zdaniem oficerów śledczych, na ogrodzonym wysypisku nie miały prawa przebywać osoby postronne. Często jednak przychodzili tam kloszardzi rozglądający się za puszkami, makulaturą, a nawet żywnością.

Autor artykułu: kra

Odtajniono wyniki kontroli niemieckich pomników

Wednesday, March 27th, 2002

Opolski Urząd Wojewódzki odtajnił wyniki wyrywkowej kontroli pomników wzniesionych przez mniejszość niemiecką. Tylko jeden (!) na 20 skontrolowanych obelisków nie wzbudził żadnych zastrzeżeń komisji, powołanej przez wojewodę po nagłośnieniu przez “DZ” obecności nazwy Hitlersee na jednym z monumentów.

- Nazwaliśmy ten dokument “raportem Hełki”, by podkreślić, że nie mamy do czynienia z działaniami politycznymi, ale normalną procedurą kontrolną wszczętą przez dyrektora Wydziału Spraw Obywatelskich UW Bogdana Hełkę. Jeszcze w tym tygodniu dyrektor Hełka w kategorycznym tonie zażąda od wójtów i burmistrzów poprawienia pomników w taki sposób, by spełniały ustalenia zespołu negocjacyjnego powołanego przez wojewodę Ryszarda Zembaczyńskiego w listopadzie 1992 roku. Władze samorządowe dostaną miesiąc na wykonanie zaleceń, potem wojewoda zwróci się do prokuratury – powiedział “DZ” asystent opolskiego wojewody Przemysław Nijakowski.

W praktyce oznacza to, że władze wszystkich skontrolowanych gmin – Bierawy, Ciska, Gogolina, Jemielnicy, Krapkowic, Reńskiej Wsi i Tarnowa Opolskiego – będą musiały zabrać się w trybie natychmiastowym za poprawianie pomników.

“Raport Hełki” przypomina także historię sporu. Ujawnia on, że już w maju 1994 r. wojewoda Zembaczyński zawiadomił kurię opolską i Prokuraturę Wojewódzką, że zalecenia zespołu negocjacyjnego w większości przypadków nie zostały zrealizowane. Odzewu nie było. Temat pomników wrócił wiosną 1996 roku – wszczęta wtedy rekontrola objęła 44 pomniki w 19 gminach i wykazała, że zalecenia zostały zrealizowane tylko w 23 procentach przypadków. “Raport Hełki” zawiera też album fotograficzny z 40 zdjęciami dokumentującymi wygląd pomników w dniach 20 i 21 marca 2002 roku.

- Czego oczekujemy od mniejszości niemieckiej? Współpracy. Być może już jesienią będziemy wdrażać przepisy ustawy o mniejszościach narodowych i chcemy oczyścić przedpole. Obawiamy się, że niezałatwione sprawy mogłyby zostać potraktowane jako precedens i utrudnić współpracę przy realizacji ustawy – komentuje Nijakowski.

Mniejszość niemiecka właśnie marnuje szansę polubownego załatwienia sprawy pomników. Podczas sobotniego zjazdu delegaci Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim podjęli ogólnikową uchwałę w obronie prawa do upamiętnień. To uchwała nie na temat ? nikt opolskim Niemcom nie odbiera tego prawa, chodzi tylko o to, by było realizowane zgodnie z przepisami. A skoro mniejszość nie chce zaproponować wznowienia debaty o pomnikach (a powinna, bo nie zrealizowała pierwszych ustaleń), to wojewodzie pozostaje tylko wyegzekwowanie obowiązującego prawa. No i będzie wojna.

Autor artykułu: MAREK ŚWIERCZ

Strajki we Włoszech wstrzymały produkcję samochodów w Polsce

Wednesday, March 27th, 2002

Od 2 do 5 kwietnia w Zakładach Fiata Auto Poland S.A. w Bielsku-Białej i Tychach nastąpi przestój w pracy. Związki zawodowe, działające w firmie poinformowały wczoraj, że powodem jest brak części z Włoch, wywołany nękającymi ten kraj od kilku dni strajkami. Wanda Stróżyk, nowa przewodnicząca Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ “Solidarność” w FAP powiedziała, iż pracownikom włoskiego Fiata nie podoba się m.in. to, że nowe osoby byłyby zatrudniane wyłącznie na czas określony.

Wanda Stróżyk przekazała nam także dobrą wiadomość. Otóż Zarząd Fiata Auto Poland poinformował podczas ostatniego spotkania, że wstrzymuje zwolnienia grupowe.

- Pracownicy odchodzić będą indywidualnie i to głównie na świadczenia przedemerytalne. Otrzymają także odprawy za przepracowane lata – podkreśliła Stróżyk.

Stanisław Młynarczyk, szef OPZZ w FAP stwierdził natomiast, że firma nie ma powodu do przeprowadzania zwolnień grupowych, ponieważ są zamówienia na samochody.

– W ubiegłym roku Fiat sprzedał w Polsce niemal 300 tys. aut. W Tychach codziennie produkujemy 800 sztuk. Wątpię, by udało się w tym roku sprzedać w kraju chociaż 100 tys. Na szczęście reszta produkcji idzie na eksport, i to nas trzyma przy życiu – powiedział.

Informację o wstrzymaniu zwolnień grupowych potwierdził także Bogusław Cieślar, rzecznik FAP. Z zakładów w Bielsku-Białej i Tychach odejść miało 230 osób. Do grudnia 2001 r. FAP zwolnił 400.

Autor artykułu: (ach)

Ostatni mecz finałowy GKS Katowice z Unią Oświęcim budzi ogromne emocje

Tuesday, March 26th, 2002

Chyba jeszcze nigdy rywalizacja o mistrzostwo Polski w hokeju na lodzie nie była tak zacięta. Po sześciu spotkaniach finałowych jest remis 3:3 i w toczonym według formuły “best of seven” play offie zdobywcę tytułu wyłoni dopiero dzisiejszy mecz w Katowicach (początek o godz. 17).

Pięć pierwszych pojedynków Unii i GKS kończyło się minimalnymi wygranymi którejś z drużyn i dopiero w niedzielę oświęcimianie odnieśli bardziej przekonujące, bo czterobramkowe, zwycięstwo.

- Nie sądzę, żeby ten wynik miał we wtorek jakieś znaczenie psychologiczne. Obydwa zespoły znają się doskonale, a w Katowicach rywalizacja zacznie się od stanu 0:0. W tej chwili szanse obu ekip na tytuł mistrzowski oceniam po 50 procent – powiedział trener oświęcimian Karel Suchanek, natomiast szkoleniowiec katowiczan Jan Novotny stwierdził: – W finale zawsze najtrudniej jest zrobić ten czwarty krok. Nie udało się wygrać w Oświęcimiu, więc postaramy się postawić kropkę nad “i” przed własną publicznością.

Dodajmy, że dorobek medalowy obu klubów jest bardzo podobny. Unia pięć razy zdobywała mistrzostwo Polski, podczas gdy katowiczanie – pod nazwą Górnika i GKS – sięgali po złote medale sześciokrotnie. Różnica tkwi jednak w tym, że oświęcimianie przez cztery ostatnie lata niepodzielnie panowali w naszym hokeju bez trudu sięgając po kolejne tytuły, natomiast Katowice z mistrzowskiej korony po raz ostatni cieszyły się w 1970 r.

- Cieszę się, że wreszcie znalazła się drużyna, która jest w stanie nawiązać z nami wyrównaną walkę, bo poprzednie finały były po prostu nudne – powiedział napastnik Dworów Leszek Laszkiewicz, a kapitan GKS Wojciech Tkacz dodał: – Zdajemy sobie sprawę z szansy, jaka się przed nami otworzyła. Podobnie jak większość kolegów z drużyny nigdy nie byłem mistrzem Polski i dlatego we wtorek zrobimy wszystko, żeby Katowice zostały hokejową stolicą naszego kraju.

Obydwie drużyny zabiorą do Spodka szampana, ale tylko jedna z nich będzie miała okazję wznieść mistrzowski toast. Emocje w małej hali przy Rondzie są zatem gwarantowane, podobnie jak to, że trybuny w Katowicach wypełnią się dzisiejszego popołudnia nadkompletem publiczności gorąco dopingującej zarówno GKS, jak i Unię.

Autor artykułu: JACEK SROKA

Wygrana Skały

Tuesday, March 26th, 2002

Występująca w I lidze piłki halowej Skała Tychy przystąpiła do rozgrywania spotkań barażowych o pozostanie w ekstraklasie.

W pierwszym meczu w Gliwicach tyszanie pokonali Radana 4:3 (1:2). Bramki zdobyli: 14. Iwański, 24 i 36 Domżał, 25 Krasiński, a w drużynie ponadto grali: Modrzik – Czyżo, Ludwiczak, Myszor, Dąbrowski, Oślizlok.

Tyszan dopingowała spora grupa kibiców i z pewnością tak będzie również w rewanżu. Spotkanie to rozegrane zostanie w najbliższy czwartek (28.03) w hali przy ul. Borowej, o godz. 19.

Autor artykułu: (l)

60 zawodniczek i zawodników na starcie Grand Prix Polski

Tuesday, March 26th, 2002

Zawodami na tyskiej pływalni skoczkowie do wody zainaugurowali rywalizację o tytuły najlepszych. W pierwszej tegorocznej edycji Grand Prix Polski wzięło udział 60 zawodniczek i zawodników z Rzeszowa, Warszawy, Częstochowy i Katowic, w tym spora grupa z Tychów, zrzeszona w Pałacu Młodzieży.

- Cieszę się, że po przerwie spowodowanej remontem mogliśmy wrócić na tyski basen – powiedział trener Pałacu Młodzieży Katowice Tadeusz Ślusarek. – Trenujemy tu trzy razy w tygodniu, rozgrywamy także zawody. Dzisiejsze Grand Prix Polski to jedna z czterech imprez cyklu, startują w nim zawodnicy do lat 19. Do Tychów przyjechała cała czołówka naszych młodzieżowców, bowiem chcieli sprawdzić swoją formę przed majową Olimpiadą Młodzieży. Zabrakło natomiast reprezentantów kraju, przygotowujących się do imprezy międzynarodowej. Dodam, że organizatorami zawodów jest Pałac Młodzieży Katowice, MOSiR Tychy, Okręgowy Związek Pływacki, a w przeprowadzeniu imprezy pomogły nam Epo Trans, Mirosława Gruszka i nagłaśniający imprezę zespół “OK”.

Spośród tyskich zawodniczek najlepiej spisała się Paulina Plesińska, która uznana została najlepszą zawodniczką w najmłodszej grupie. Paulina wygrała rywalizację skoków z trampoliny 3-metrowej, z 1-metrowej zajęła drugie miejsce.

- Start tyszanek ocenić należy wysoko – dodał trener T. Ślusarek – Pulina, podobnie jak Marzena Pawłowska czy Karolina Szołtysik, należą do faworytek w swych kategoriach wiekowych. Biorąc pod uwagę, że niektóre zawodniczki, jak chociażby Marzena Pawłowska, miały dłuższą przerwę, zademonstrowały wysoką formę. Jeśli chodzi o chłopców, to w Tychach praca dopiero się rozpoczyna. Z duetu braci bliźniaków został Łukasz.

Lokaty zawodników katowicko – tyskiej ekipy:
Grupa A, trampolina 1 m: 4. Marzena Pawłowska, 6. Aleksandra Michnicka; trampolina 3 m: 2. Marzena Pawłowska, 5. Aleksandra Michnicka;
Grupa B, trampolina 1 m: 5. Łukasz Plewniak; trampolina 3 m: 4. Łukasz Plewniak;
Grupa C, trampolina 1 m: 2. Anna Ablamowicz, 3. Karolina Szołtysik, 5. Wiola Zemła; trampolina 3 m: 2. Anna Ablamowicz, 3. Karolina Szołtysik, 4. Wiola Zemła oraz 4. Marek Kaczorowski, 5. Darek Spodzieja;
Grupa D, trampolina 1 m: 1. Eliza Dzida, 2. Paulina Plesińska, 4. Martyna Fiuk oraz 6. Adrian Gierga, 9. Marcin Zemła; trampolina 3 m: 1. Paulina Plesińska, Eliza Dzida, 5. Martyna Fiuk oraz 5. Adrian Gierga, 6. Marcin Zemła
Najlepszą zawodniczką zawodów została w grupie D Paulina Plesińska, natomiast w rankingu “jokerów” (najlepsze, najtrudniejsze skoki) Eliza Dzida (grupa D).

Autor artykułu: (les)

Calisia II – Azoty 0:3 i 0:3

Tuesday, March 26th, 2002

Siatkarki Azotów mają szansę, po roku nieobecności, wrócić do serii B I ligi. Odmłodzony chorzowski zespół spisuje się w tym sezonie znakomicie. W sezonie regularnym poniósł tylko jedną porażkę, a w play-off wyeliminował już dwie drużyny.

Zwłaszcza ostatnie wygrane w Kaliszu pokazały duże możliwości Azotów, przecież po dwóch meczach w Chorzowie dość niespodziewanie był remis 1:1. Jeśli podopieczne Bożeny Chaińskiej i Piotra Olszynki pokonają jeszcze jednego przeciwnika w play-off (będzie to albo Zelmer Rzeszów albo Dalin Myślenice), to w przyszłym sezonie zagrają w serii B I ligi.

Zwycięstwem siatkarek chorzowskich Azotów zakończył się finał play-off grupy II drugiej ligi. W miniony weekend podopieczne Bożeny Chaińskiej i Piotra Olszynki wygrały dwa spotkania z rezerwą Calisii Kalisz i to na parkiecie rywalek. Dzięki temu już 6 i 7 kwietnia chorzowianki zmierzą się z najlepszym zespołem grupy II, zaś stawką rywalizacji, która toczyć się będzie do trzech zwycięstw, jest awans do serii B I ligi. Siatkarki Azotów poznają przeciwniczki dopiero w środę, kiedy to Zelmer Rzeszów i Dalin Myślenice rozegrają decydujące, piąte spotkanie.

Sobotnia rywalizacja w Kaliszu była ciekawym widowiskiem. Chorzowianki przystąpiły do meczu bardzo skoncentrowane, na pozycji libero Magdalenę Glik zastąpiła Patrycja Settnik. Już w pierwszym secie widać było, że podopieczne Bożeny Chaińskiej wyciągnęły wnioski z porażki na własnym parkiecie i zdecydowanie poprawiły grę obronną. Lepiej funkcjonował blok, nie zawodziła także asekuracja. Na dodatek dużo skuteczniej w ataku zagrała Monika Czypiruk i w efekcie chorzowianki, po zaciętej walce zwyciężyły w pierwszej partii do 21. Drugą, także wyrównaną, rozstrzygnęły na swoją korzyść do 22. Załamane kaliszanki, nie potrafiąc znaleźć skutecznej ,broni” na konsekwentną grę Azotów oddały trzeciego seta bez walki do 6.

Do niedzielnego meczu siatkarki chorzowskie przystępowały w komfortowej sytuacji, gdyż nawet przy ewentualnej porażce o końcowym sukcesie decydowałby piąty mecz w Chorzowie. Podopieczne Chaińskiej zagrały jednak równie skutecznie i po trzech setach, w których przez cały czas dyktowały warunki na parkiecie i kontrolowały przebieg meczu, mogły się cieszyć ze zwycięstwa.

- To duży sukces tego młodego zespołu. Zawodniczki pokazały, że mają charakter. Podkreślałem przed wyjazdem do Kalisza, że jeżeli tylko zagrają ,swoje”, to o wynik jestem spokojny. Znacznie lepiej i już bez takiej tremy zagrały młode zawodniczki. Drugi trener Piotr Olszynka był na spotkaniu Zelmeru z Dalinem. Mamy kasetę z tego meczu oraz odpowiednio dużo czasu, by właściwie przygotować się do rywalizacji o awans. Szansa jest ogromna i wiem, że dziewczyny zrobią wszystko, by ją wykorzystać – stwierdził Leszek Pyrz, członek zarządu Autonomicznej Sekcji Siatkówki w chorzowskim klubie.

CALISIA II KALISZ – AZOTY CHORZÓW 0:3 (21:25, 22:25, 6:25) i 0:3 (19:25, 20:25, 15:25)

AZOTY: Czypiruk, Gurbała, Młodzieniewska, Wysocka, Zarzycka, Kania, Settnik (libero) – Glik, Nowicka, Gołda.
Stan play-off: 3:1 dla Azotów.

Autor artykułu: son