Kampania wyborcza do parlamentu, zdaniem postronnych obserwatorów, jest nadzwyczaj spokojna. Nerwowo jest za to w komitetach wyborczych, gdyż gra toczy się o dużą stawkę. Z samego tylko okręgu gliwickiego, obejmującego także Zabrze do Sejmu wybiera się ponad dwustu chętnych! Z okręgu, w którym znalazła się Ruda Śląska – ponad 150.
Mieszkańcy miast codziennie oglądają na słupach ogłoszeniowych, witrynach sklepów i płotach nowe ,tapety” z podobiznami kandydatów. W głównych punktach miast plakaty naklejane jeden na drugi mają już po kilka centymetrów grubości. Rywale patrzą sobie wzajemnie na ręce…
- Gdy my wieszamy plakat czy baner w jakimś reprezentatywnym miejscu, członkowie komitetu pana X (tu pada nazwisko znanej w Gliwicach osoby) od razu dzwonią do Urzędu Miasta spytać się, czy mamy na to zgodę – opowiada proszący o anonimowość działacz jednego z ugrupowań.
Plakaty wyborcze pojawiły się także w najmniej oczekiwanych, za to gwarantujących, że obejrzy je sporo osób, miejscach. Jednym z nich jest przedszkole na osiedlu Gwardii Ludowej w Gliwicach, innym – Szpital Ginekologiczno-Położniczy. Na tym ostatnim panuje pełna demokracja – można tu bowiem oglądać plakaty kandydatów z trzech ugrupowań reprezentujących zgoła odmienne poglądy polityczne. Na przedszkolu promuje się osoba związana z oświatą.
- To skandal! Przecież ani przedszkole, ani szpital nie są prywatną własnością prowadzących je dyrektorów! Pierwsza placówka jest własnością gminy, druga – powiatu. Czy to oznacza, że władze samorządowe pośrednio wskazują osoby, z poglądami których się utożsamiają? – takich telefonów odebraliśmy bardzo wiele od naszych Czytelników.
Tymczasem, jak się dowiedzieliśmy, wyrażenie zgody lub też nie na tego typu agitację pozostaje w gestii dyrektorów tychże placówek. W ,Dzienniku Ustaw” zapisano bowiem m.in. że ,Zabronione jest umieszczanie plakatów i haseł wyborczych na zewnątrz i wewnątrz budynków administracji rządowej i samorządowej oraz sądów (…)”, a także ,Zabronione jest prowadzenie kampanii wyborczej na terenie zakładów pracy lub instytucji publicznych w sposób i w formach zakłócających ich normalne funkcjonowanie”.
Oba paragrafy trudno jednak dopasować do zaistniałych sytuacji. W szpitalu przy ulicy Kościuszki będzie się za to znajdować zamknięty obwód wyborczy, a na siedzibach lokali wyborczych nie mogą się znajdować żadne materiały wyborcze komitetów wyborczych. Czy znikną do niedzieli?
W politykę zaczęła się za to bawić Spółdzielnia Mieszkaniowa ,Śródmieście” w Gliwicach. W wydawanym przez siebie biuletynie zamieściła na pierwszej stronie wywiad z prezesem organizacji skupiającej firmy budowlane. W tekście nie pojawia się wprawdzie informacja o tym, że prezes kandyduje. Wszystko wyjaśnia za to wyborcza ulotka pana prezesa, dołączana do biuletynu. Prezes spółdzielni, Stanisław Kolanus twierdzi:
- To tylko zbieg okoliczności. Nie wiem, w jaki sposób mogło do tego dojść, ale postaram się wyciągnąć konsekwencje. Nie ma pojęcia, na którym etapie dołączono te kolorowe ulotki. Dlaczego natomiast zamieściliśmy wywiad z tą właśnie osobą? Bo uznaliśmy, że rozmowa jest ciekawa i że dotyczy także problemów naszych lokatorów. W jaki sposób? Noo… Być może oni kiedyś także będą chcieli postawić dom swoim dzieciom. Poza tym nasza spółdzielnia także buduje.
Andrzej Nowak, komendant gliwickiej straży miejskiej
- Poprosiliśmy wszystkie komitety wyborcze, aby dostarczyły nam spis wszystkich miejsc, gdzie zamierzają umieszczać swoje ogłoszenia wyborcze oraz stosowne zezwolenia, uzyskane od właściciela terenu. Niestety, nie wszystkie komitety podeszły do sprawy tak poważnie, jak do plakatowania… Strażnicy ogrom pracy będą mieli zapewne tuż po wyborach. Komitety wyborcze mają bowiem 30 dni na usunięcie wszelkich plakatów, haseł wyborczych oraz wszystkich innych elementów ustawionych w celu prowadzenia kampanii wyborczej. Patrząc na praktykę poprzednich wyborów, można się spodziewać, że mało który komitet się z tego wywiąże. Trzeba się jednak liczyć z karami za niesubordynację.
Autor artykułu: KAROLINA WOŹNIAKOWSKA