Archive for September, 2001

B jak bracia

Friday, September 28th, 2001

Rodzina i przyjaciele rozpoznają ich bez trudu. Ci, którzy widzą ich jedynie od czasu do czasu, mają nie lada problemy z odróżnieniem jednego od drugiego. Obaj są wysocy, przystojni, szalenie mili i sympatyczni. Bliźniaków Marcina i Rafała Mroczków od roku możemy oglądać w telewizyjnym serialu pt. “M jak miłość”.

Do udziału w castingu namówiła ich mama. Poszukiwani byli bliźniacy wyglądający na szesnastolatków. Choć Marcin i Rafał w chwili kompletowania obsady mieli już po 18 lat, zostali wyłonieni z tłumu chętnych. Później dowiedzieli się, że o tę rolę ubiegał się nawet pewien jedynak. Jego matka twierdziła, że jej syn jest wybitnie uzdolniony aktorsko, dlatego trzeba mu tylko znaleźć odpowiedniego partnera.

To pierwsza przygoda Marcina i Rafała z filmem, choć ze sceną są obyci od dziecka. W trzeciej klasie podstawówki rozpoczęli naukę tańca, który od razu stał się ich życiową pasją. Do dziś występują w grupie “Caro Dance” działającej przy Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach. To właśnie w tym mieście się urodzili i tu do dziś mieszkają. W liceum chodzili do klasy sportowej, gdzie uprawiali gimnastykę. Ruch i taniec do dziś są ich ulubioną formą relaksu.

Obaj zgodnie przyznają, że praca na planie na początku trochę kolidowała z nauką w szkole, zwłaszcza że byli już w klasie maturalnej. Musieli brać korepetycje z matematyki, ale dali sobie radę i bez problemów zdali maturę. Co prawda Rafałowi marzyła się akademia wojskowa, ale rodzice mu ją odradzili. Poszedł więc w ślady brata Marcina. Obaj zdali na Politechnikę Warszawską i niebawem rozpoczną studia na wydziale budownictwa. W październiku zamieszkają w akademiku w Warszawie.

Dwójkowy serial “M jak miłość” to opowieść o losach trzypokoleniowej rodziny. Głównymi bohaterami są Barbara i Lucjan Mostowiakowie oraz czworo ich dorosłych dzieci: Maria, Marta, Małgorzata i Marek. Marcin Mroczek gra Piotra Zduńskiego, a Rafał Mroczek Pawła Zduńskiego, bliźniaków, synów najstarszej córki Mostowiaków – Marysi.
Na planie spotykają się głównie ze swoimi filmowymi rodzicami, których grają Małgorzata Pieńkowska i Cezary Morawski, oraz z jedną ze swych serialowych babć, w której postać wcieliła się Barbara Horawianka. Rafał jest bardziej impulsywny i wybuchowy, więc przypadła mu w udziale rola krnąbrnego i zadziornego Pawła. Marcin – raczej spokojny i konsekwentny w działaniu – gra Piotra, który stara się pomagać rodzicom i nie przysparzać im dodatkowych kłopotów.

- Bardzo podoba mi się praca w filmie. Dużo uczę się od wspaniałych aktorów, którym mam szczęście partnerować – zwierza się Rafał Mroczek. – Być może za rok spróbuję zdawać do szkoły aktorskiej.

Jego brat, Marcin Mroczek, ma inne plany: – Swój występ w serialu traktuję jak wspaniałą przygodę, ale nie wiążę z nią żadnych życiowych planów. Marzę o tym, by skończyć studia politechniczne i pracować w wyuczonym zawodzie. Zapytany o to, jak można ich rozróżnić na ekranie, Rafał odpowiada: – To proste: Marcin ma dłuższe włosy. Ważną informacją dla nastolatek jest to, że Rafał ma już sympatię, Agnieszkę. Jednak Marcin nie ma jeszcze dziewczyny.

Od 2 października br. telewizyjna “Dwójka” rozpocznie powtórkę 29 odcinków serialu “M jak miłość”. Będzie można je oglądać w każdy wtorek, środę i czwartek o godzinie 20. Od grudnia będą wyświetlane nowe odcinki. Ci, którzy nie śledzili losów rodziny Mostowiaków, będą więc mieli okazję nadrobić zaległości i poznać Marcina oraz Rafała Mroczków, którzy wcielili się w tym serialu w braci Piotra i Pawła Zduńskich.

Autor artykułu: ELWIRA ZBOROWSKA

Jerzy Gruza kręci film z bohaterami “Big Brothera”

Friday, September 28th, 2001

Kiedy w Jadwisinie pod Warszawą uczestnicy pierwszej edycji programu “Big Brother” odgrywali mrożące krew w żyłach sceny z filmu sensacyjnego – życie dopisało własny scenariusz. Pod plan podjechały radiowozy i policjanci zatrzymali pod zarzutem wyłudzeń Mariusza Z., narzeczonego Alicji. W filmie gra ona dziewczynę z gangu “Mściciele”.

Jesteśmy na planie filmu “Gulczas, a jak myślisz?”, którego scenarzystą i reżyserem jest Jerzy Gruza. Prawie wszystkie role odgrywają byli uczestnicy programu “Big Brother”. Każdy dostał rolę, która zdaniem reżysera najlepiej odpowiada ich temperamentowi.

Gdy Gruza to wyjaśnia, Małgosia Maier oblewa się rumieńcem. Reszta kolegów chichocze znacząco.
- Gram nimfomankę, co to nie przepuści żadnemu – wzdycha Małgosia. – Kiedy przeczytałam scenariusz, pełen sformułowań: “seks bez zahamowań”, “ostry seks”, nie mogłam uwierzyć. Chciałam odmówić, ale w końcu doszliśmy do kompromisu. W żadnej scenie nie występuję nago.

Film z udziałem byłych podopiecznych Wielkiego Brata – na taki pomysł nie wpadł jeszcze nikt na świecie.

- Ja sam się zdumiałem, kiedy otrzymałem taką propozycję od producenta Jacka Żelezika – opowiada Jerzy Gruza. – Ale uznałem, że to jest myśl. Przecież ci ludzie to zbiorowisko charakterów nie z tej ziemi.
Na planie w Jadwisinie jest zimno. Chłód wieje od Zalewu Zegrzyńskiego, udającego mazurskie jezioro. Akcja filmu toczy się w małym miasteczku, którego główną atrakcją jest stacja benzynowa. Na fabułę składa się wątek miłości dwojga młodych oraz historia walki dwóch gangów motocyklowych. Na czele jednego z nich stoi Gulczas. W to wszystko zaplątani są w różnym stopniu miejscowi i turyści. Każdy z nich ma twarz doskonale znaną widzom TVN.

Główna bohaterka, romantycznie zakochana Karolina, ma zaczerwieniony nos, a na nim czarne okulary. Milczy wyniośle.

- Nasza Greta Garbo – chwali Gruza.

Aktorzy szczękają zębami, leci im z nosów, ale nie ma czasu, żeby czekać na lepszą pogodę. Terminy są zabójcze – na cały film przewidziano tylko 26 dni. Jerzy Gruza jeszcze nigdy nie kręcił w takim tempie. Dzisiaj będzie nagrywana scena starcia między dwoma grupami motorowymi. My kibicujemy ekipie Gulczasa, który jest prześladowany przez wrednego szefa gangu “Mścicieli”. Brawurowo wciela się w tę rolę Rudi Schubert.

- Nawet nie wiem, kto wygra i jak to się skończy. Ale to nieważne, grunt to zabawa. – przyznaje czołowy “Mściciel” wciśnięty w motocyklowe wdzianko. Pokazuje swoje nowe tatuaże. “Kocham mamę” – czytamy z zaskoczeniem.

Od emocji i niespodzianek może się zakręcić w głowie. Jak tyle wątków zmieściło się w scenariuszu filmu, który ma trwać półtorej godziny?

Na przykład Janusz. Zwycięzca pierwszej edycji Wielkiego Brata ma talent naśladowczy i specyficzne poczucie humoru. Tytuł filmu pochodzi właśnie z jego niezapomnianej parodii Karoliny. Powtarzane przez niego “Gulczas, a jak myślisz?” stało się słynne na cały kraj. Ale w filmie nie ma zbyt wielu okazji do zaprezentowania swego talentu. Janusz Dzięcioł gra tylko strażnika miejskiego, którego pasją jest zakładanie blokad na koła samochodów. Jest sojusznikiem Gulczasa w jego zmaganiach z “Mścicielami”.

- Tytuł jest trafny, ma dwa znaczenia – tłumaczy reżyser i scenarzysta. – Ludzie co chwila podchodzą do Gulczasa z różnymi życiowymi problemami, a Gulczas sprawę rozstrzyga. Ma to także sens trochę metaforyczny. Straciliśmy już zaufanie do uznanych autorytetów, teraz mędrcem jest dla nas Gulczas, telewizyjny bohater reality show.

Janusz bardzo chciał wystąpić w tym filmie, chociaż przeznacza na to swoje weekendy i wolne godziny. Wrócił do pracy w straży miejskiej, a cały urlop już wykorzystał.

Karolina w filmie jest córką właściciela stacji, którego gra Janusz Rewiński. Jest nieprzytomnie zakochana w pracowniku stacji, Grzegorzu Mielcu. Tego uczucia nie akceptuje tatuś, w związku z tym dochodzi do karczemnych scen. W końcu młodzi uciekają z domu. Czy będzie happy end? Czy tatusiowi uda się jednak odciągnąć córkę od ukochanego?

- Jestem w tym filmie prawdziwym mężczyzną – chwali się Grzegorz. – Walczę o dziewczynę, potem ją porywam, żeby uciec i zamieszkać z dala od tatusia. Udowodniłem, że warto zaryzykować, jeśli w grę wchodzi miłość.

A jak jest w życiu? W domu Wielkiego Brata romans między Karoliną a Grzegorzem rozbudzał wyobraźnię.

- Po programie mieliśmy bardzo mało okazji, żeby się spotykać – mówi wymijająco Grzegorz. – Mieszkamy daleko od siebie, oboje jesteśmy zajęci. Może w przyszłości nasze kontakty będą ściślejsze. Bardzo lubię Karolinkę.

Klaudiusz przybył na plan z żoną i dziećmi. W filmie występuje z całą swoją familią. Jest niemieckim turystą podziwiającym uroki Mazur. Przypadkowo zostaje wciągnięty do walki z “Mścicielami”. Staje po stronie Gulczasa i zawiązuje się między nimi przyjaźń na śmierć i życie.

- Ta para to dla mnie miłe zaskoczenie. Narodziła się nowa para komików, jak Flip i Flap, Maklakiewicz i Himilsbach – ocenia Jerzy Gruza.

Akcja filmu ma wiele pobocznych wątków. Manuela występuje w roli dziennikarki telewizyjnej, która nadaje relację z wakacji na Mazurach i bezwiednie zostaje wciągnięta w sensacyjne rozgrywki. Sebastian odgrywa turystę, który wiezie jeepem łódź motorową i też nagle znajduje się w centrum wydarzeń. Monika występuje w filmie zblazowanego reżysera, w którego wcielił się Radosław Pazura. Wojtek udaje wiejskiego chłopaka, a Rafał razem ze swoją jednostką desantową trenuje skoki ze spadochronem. Na Rafała poluje gorąca pielęgniarka Małgosia, ta para weźmie udział w najbardziej pikantnych scenach.

Domownicy Wielkiego Brata są zadowoleni ze swoich ról. Monika z przyjemnością gra rolę gwiazdy, w dodatku w parze z przystojnym Radkiem Pazurą.

- Jedyny problem w tym, że prawie nie bywam w domu. Mąż pozostał sam. Nie może mi towarzyszyć, bo pracuje. Ale chyba rozumie, że mam swoje pięć minut i muszę je wykorzystać – tłumaczy Monika.

Gulczas przybył do Jadwisina ze swoją narzeczoną. Ostatecznie wielbiciele programu często prosili o autograf również jego dziewczynę. Też jest sławna.

Na cały film przeznaczono 3 mln złotych, powstanie co najmniej kilkadziesiąt kopii. “Gulczas, a jak myślisz” trafi do kin na początku grudnia. Producenci liczą na taką widownię, jaka oglądała program “Big Brother”.

- Chciałem pokazać taką polską prawduchę, bez zadęcia, z humorem, ale i z kroplą goryczy – podsumowuje Jerzy Gruza.

Na planie zabrakło tylko Piotrka Lato “Pici” i Patrycji Strzemieckiej. Zakochana od niedawna para przeżywa prawdziwy romans i wyjechała w daleką podróż.

Autor artykułu: GRAŻYNA KUŹNIK

Czesne za studia nie pokrywa kosztów kształcenia

Friday, September 28th, 2001

Kiedyś co 10 maturzysta szedł na studia. Teraz do magisterium zmierza ponad 30 proc. z każdego rocznika. Uczelnie, na które państwo przeznacza niewiele, nie mogą takiej fali młodzieży pomieścić. Obrosły zatem ofertą kształcenia płatnego – zaocznego i wieczorowego. Ta również nie zaspokoiła popytu. Stąd urodzaj szkół niepaństwowych, w których dorabiają do państwowych etatów naukowcy.

Koszyk wiedzy jest dostępny, jak nigdy dotąd. W ostatnich 10 latach w Polsce liczba studentów wzrosła czterokrotnie. W 1989 roku było ich 380 tys., obecnie jest ponad 1 mln 600 tys. W tym około 170 tys. w woj. śląskim. Nie wszystkich ta eksplozja cieszy.

- Proszę to porównać do kadry naukowców, do profesury, asystentury, adiunktury – przestrzega przed zachwytem liczbami prof. Marek S. Szczepański, znany socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Na wszystkich uczelniach w Polsce pracuje razem 44 tys. nauczycieli akademickich. Natomiast w samym tylko Uniwersytecie Śląskim studiuje 40 tys. osób. To jest miasto średniej wielkości. Boom edukacyjny nie jest zasługą polityki państwa. Postępuje makdonaldyzacja edukacji. Koszty edukacji w dużej mierze zostały przerzucone na rodziny.

Komercjalizacja szkolnictwa wyższego obniżyła jakość wykształcenia. W całej Polsce najbardziej oblegane przez młodzież kierunki studiów prowadzą uczelnie prywatne, z których tylko nieliczne mają uprawnienia do nadawania magisterium. Nie spełniają wymogów kadrowych, lokalowych itd. Sprzedają wiedzę łatwą, tanią i modną. Niestety, za kilka lat młodzież przekona się, że wykształcenia w nadwyżkowych już teraz kierunkach nie da się zamienić na stałe etaty. Tylko w woj. śląskim prawie 62 tys. osób studiuje biznes i administrację, a ponad 21 tys. zdobywa wiedzę pedagogiczną. Kupują własne marzenia. Co drugi student za naukę płaci.

- Dotacje budżetu państwa dla uczelni z góry są tak skalkulowane, aby trzeba je było stale uzupełniać opłatami wnoszonymi przez słuchaczy studiów zaocznych, którym z powodów finansowych oferuje się wykształcenie gorszej jakości, w znacznie trudniejszych warunkach niż studentom stacjonarnym – uważa prof. Szczepański.

W ub.r. studenci ,drugiej kategorii” złamali zmowę milczenia. Zaczęli publicznie się upominać o poprawę warunków, o lepszy kontakt z pracownikami, o rzetelne egzaminowanie itd. Nie godzą się na wielogodzinny maraton wykładów dla 500 osób w salach, w których nic nie słychać. Oprotestowali złe przygotowanie zajęć i lekceważenie ich przez niektórych pracowników naukowych, a także drenaż portfela nie zapowiedzianymi opłatami. Ilościowy rozwój szkolnictwa wyższego dociera już do przysłowiowego muru. Za 5-7 lat, gdy niż demograficzny dorośnie do studiów, uczelnie będą musiały prześcigać się w pomysłach, czym przyciągnąć młodzież.
Coraz trudniej na edukacji zarobić. W ubiegłym roku czesne osiągnęło próg zaporowy, to znaczy, że rodzice żaków już więcej nie są w stanie zapłacić. Choć koszty kształcenia ciągle rosną (wpływają na to m.in. ceny światła, opału i remontów budynków), to władze śląskich uczelni niemal nie zmieniły cenników. Tylko nieliczni podnieśli je o 5-6 proc., czyli poniżej inflacji.

- Nie chcemy tracić studentów z powodów finansowych – mówił ,DZ” prof. Józef Biolik, prorektor Akademii Ekonomicznej w Katowicach. – Opłaty za studia wieczorowe nie pokrywają pełnego kosztu kształcenia studentów. Staramy się zarabiać różnymi usługami dla przemysłu, by wpływy równoważyły wydatki uczelni. Studenci coraz częściej płacą czesne na raty lub z dużym opóźnieniem.
Socjolodzy przestrzegają, że dziecko chłopa w Polsce ma dzisiaj 115 razy mniej szans, aby być inteligentem niż dziecko inteligenta.

- Pozornie czesne u nas jest nieco wyższe niż w niektórych szkołach prywatnych o podobnym profilu – zapewnia prorektor Akademii Ekonomicznej. – Nie pobieramy jednak kilkuset złotych wpisowego. Student nie płaci za egzaminy, za obronę licencjatu, za wakacje. Nasza akademia musi utrzymać potężną bibliotekę, basen, dbać o nowoczesne wyposażenie pracowni, laboratoriów, remontować obiekty. A szkoły niepubliczne to przeważnie tylko wynajęte sale i dochodząca na kilka godzin kadra.
Najdroższych studiów artystycznych i eksperymentalnych (np. medycyna, biologia, fizyka) drugi (niepaństwowy) sektor szkolnictwa wyższego nie sprzedaje. Koszt jest barierą opłacalności.

Ile kosztuje student?
Najdroższa jest edukacja na kierunkach eksperymentalnych, przyrodniczych, inżynierskich, artystycznych. Najtańsza jest wiedza tzw. uniwersytecka, zdobywana na wykładach i w bibliotekach. Roczne koszty kształcenia studenta nie są jednak małe, niezależnie od tego czy chce on zostać inżynierem, czy nauczycielem historii. Według wyliczeń Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz Ministerstwa Kultury na koniec grudnia 2000 r. są one następujące:
- przeciętny koszt rocznego kształcenia studenta bez uwzględniania specyfiki uczelni – 6.266 zł
- uniwersytety – 5.240 zł
- uczelnie teologiczne – 3.141 zł
- akademie ekonomiczne – 4.986 zł
- uczelnie pedagogiczne – 4.050 zł
- politechniki – 6.594 zł
- akademie medyczne – 11.830 zł
- akademie wychowania fizycznego – 9.500 zł
- wyższe szkoły morskie – 12.233 zł
- uczelnie artystyczne – 20.272 zł (w tym muzyczne – 19.164 zł, plastyczne – 14.896 zł)
- uczelnie rolnicze – 7.330 zł
- wyższe szkoły zawodowe – 3.265 zł
W uczelniach o pozornie identycznym profilu kształcenia rzeczywiste wydatki na edukację jednego studenta nie są takie same. Każda uczelnia ma też tańsze i droższe specjalności.

Cennik studiów
Przykładowe opłaty za studia wieczorowe lub zaoczne w śląskich uczelniach państwowych za I semestr:
Akademia Sztuk Pięknych: 3.000 zł
Akademia Muzyczna: 2.300-2.600 zł
Akademia Ekonomiczna: 1.750-2.100 zł
Śląska Akademia Medyczna: ok. 6.650 zł – studia lekarskie; ok. 6.050 zł – stomatologia, ok. 9.000 zł – farmacja (6.000 zł za drugi semestr)
Politechnika Śląska: 600 zł – robotyka; 3.500 tys. zł – architektura
Politechnika Częstochowska: 1.100 zł – zarządzanie i inż. produkcji; 1.600 zł – informatyka
Uniwersytet Śląski: 1.300 zł – matematyka; 1.900 zł – prawo; 2.100 zł – psychologia
Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej:
1.050 zł – włókiennictwo; 1.300 zł – mechanika, 1.400 zł – zarządzanie; 1.500 zł – informatyka
W wyższych szkołach niepublicznych za naukę płaci się miesięcznie lub semestralnie. Przykładowe ceny w woj. śląskim:
- jednorazowe opłaty wpisowe – od 250 do 500 zł
- czesne miesięczne – 350-550 zł
- opłaty za okres wakacji – przeważnie 50 proc. czesnego.
- za egzamin licencjacki – ok. 400-500 zł
- za złożenie pracy po wyznaczonym terminie – 250-400 zł

Autor artykułu: JOLANTA TALARCZYK

Harry o północy

Thursday, September 27th, 2001

Dokładnie od północy z 28 na 29 września przez pół godziny w kinie ,Andromeda” będzie można kupić książkę Harry Potter i czara ognia”. Jest to najnowsza część cyklu cieszącego się ogromnym powodzeniem wśród młodzieży. Dokładnie w tym samym czasie sprzedaż książki rozpocznie się w innych krajach.

Autor artykułu:

Stabilizacja na lodzie

Thursday, September 27th, 2001

Wybory parlamentarne spowodowały nieco dłuższą przerwę w rozgrywkach Polskiej Ligi Hokejowej. To już jednak za nami, a w najbliższych dniach hokeiści GKS Tychy rozegrają kolejne dwa spotkania o punkty.

Po pierwszej części sezonu jesteśmy zadowoleni z naszego dorobku. Drużyna zaczyna się konsolidować podczas kolejnych spotkań. Cieszy nas ponadto, że coraz więcej naszych młodych wychowanków znajduje miejsce w podstawowym składzie. Ta kadra nie jest tworzona tylko na ten sezon. Chcemy doprowadzić do takiej sytuacji, żeby mieć ustabilizowany trzon zespołu, a w przypadku pewnych niedociągnięć wymieniać tylko niektóre jego ogniwa. Chcemy doprowadzić do tak komfortowej sytuacji, jaką mają mistrzowie Polski, gracze Dworów SA Unii Oświęcim. Oni od kilku lat mają praktycznie ten sam skład i wymieniają tylko niektórych zawodników – mówi prezes klubu Jacek Białożyt.

Przed tyszanami w piątek ciężki wyjazd na lodowisko w Bytomiu, gdzie oczekiwać będą zawodnicy tamtejszej Polonii. Po wtorkowym spotkaniu tego zespołu z Zagłębiem Sosnowiec pojawiły się pogłoski, że po ekscesach z udziałem kibiców podczas zawodów, sprawa następnego meczu na tym obiekcie stanęła pod znakiem zapytania. Wczoraj do późnego popołudnia sternik tyskiego klubu czekał na informację z Bytomia o warunkach jego rozegrania, jednak ta nie nadeszła. Dlatego przyjmujemy, że zawody w Bytomiu odbędą się zgodnie z planem.
W niedzielę, na pewno, tyszanie u siebie spotkają się z Zagłębiem Sosnowiec. Mecz rozpocznie się o godzinie 17.00, a nie jak to bywało w poprzednich latach, kiedy niedzielne spotkania zaczynały się godzinę wcześniej. O zmianie tego ,stałego” terminu zadecydował zarząd klubu po konsultacji z zawodnikami oraz kibicami.

Działacze liczą na zwycięstwa w obu spotkaniach.
- Nie ukrywamy ambicji medalowych i mam nadzieję, że nasi zawodnicy potwierdzą to na lodzie. Jedynymi zespołami, które nas pokonały w tym sezonie, są Dwory SA Unia Oświęcim i GKS Katowice. Nie mam nic przeciwko temu, by tak było do końca rundy zasadniczej. Nie zamierzamy tracić punktów z innymi zespołami, chociaż nie ukrywam, że w Bytomiu czeka nas bardzo ciężkie zadanie – kończy prezes Jacek Białożyt.

Autor artykułu: (Gśc)

Święto biblioteki

Thursday, September 27th, 2001

Biblioteka w Łące jest jedną z 15 filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pszczynie. Należy do jej najstarszych oddziałów, bowiem istnieje już 45 lat.
Starsze od niej są tylko filie w Ćwiklicach, Piasku i “jedynka” przy ul. Zgrzebnioka.

Z okazji jubileuszu dziś w sali wielofunkcyjnej przy łąckiej szkole o godz. 17 rozpocznie się spotkanie pracowników i czytelników. Będą wspomnienia, występy artystyczne, “kwadrans z poezją” Moniki Ples oraz z pewnością wiele ciepłych życzeń na “dalszą drogę życia”, do których i my się dołączamy. Prowadzącej łącką filię Jadwidze Wawrzyczek najbardziej marzy się nowy lokal. Ten ma się znaleźć w nowej szkole, która stanie za dwa lata.

Autor artykułu: (plus)

Nowy Jork w żałobie

Wednesday, September 26th, 2001

Magda i Adam są młodym małżeństwem mieszkającym w Gliwicach. Niedawno wrócili z podróży poślubnej w USA. W Nowym Jorku spędzili większość czasu. Nigdy nie zapomną tych chwil.

W feralny wtorek, kiedy USA zaatakowali terroryści, zaspali. Mieli wstać wcześnie rano i jechać na zakupy do potężnego domu handlowego, który mieści się na dolnym Manhattanie.

- Obudził mnie telefon, dzwonił znajomy z Kanady i powiedział, że rozwalają nam jedną wieżę. Szybko włączyliśmy telewizor i zobaczyliśmy płonące Twin Towers. Usiedliśmy wszyscy przed ekranem i z niedowierzaniem patrzyliśmy na to, co się działo. Chwilę poźniej zdecydowaliśmy się pójść na dach, skąd mieliśmy doskonały widok na Manhattan. Na wszystkich dachach wokoło stali ludzie i w osłupieniu patrzyli na to, co się działo. Kiedy pierwszy z budynków runął zaczął unosić się dym a słońce wyglądało jak wielka czerwona kula – relacjonuje Magda.

Znajoma, u której mieszkali, jest kelnerką, na górnym Manhattanie. Tego dnia rano jak zwykle wybrała się do pracy. Gdy dojechała na ulicę czternastą, okazało się, że metro dalej nie jedzie. Na ulicy zobaczyła tłumy ludzi biegnących w panice w stronę górnej części miasta. O tym, co się stało, dowiedziała się dopiero po przyjściu do pracy.

Tego dnia do restauracji przyszło tak dużo ludzi, że zabrakło makaronu, chleba i niektórych gatunków piwa. W barach ludzie chronili się przed wszechogarniającym pyłem, który napływał od strony gruzów.

- Nasz przyjaciel Brian pracuje w restauracji mieszczącej się tuż przy World Trade Center. Tego dnia rano poczuł się tak źle, że nie był w stanie jechać do pracy. Potem okazało się, że miejsce, w którym pracuje, zostało zdemolowane przez uciekających ludzi. Bojąc się, że kawałki walących się budynków spadną na nich, po prostu wbiegali do barów, rozbijając szyby i niszcząc ich wnętrza – opowiada Adam.

- Słyszałam o kobiecie, której udało wydostać się z biura na 86. piętrze. Do 44. piętra udało jej się dostać w błyskawicznym tempie. Zejście zajmowało tyle czasu, ponieważ w górę szli strażacy, schodzący więc musieli iść jeden za drugim. Kobieta mówiła, że dopiero potem uświadomiła sobie, iż mijała same młode osoby. To straszne, że prawdopodobnie wszyscy ci młodzi mężczyźni zginęli – stwierdza zszokowana gliwiczanka.

Już nazajutrz po tragedii na Union Square, mieszczącym się przy ulicy czternastej, postawiono pomnik ku czci ofiar, które ucierpiały podczas zamachu terrorystycznego. Obok niego ludzie pisali o swoich uczuciach i myślach dotyczących tego, co stało się we wtorek.

- Kiedy opuszczaliśmy Nowy Jork, w mieście było już mnóstwo wieców. Niektórzy demonstranci krzyczeli, że chcą wojny, inni, że pokoju, jeszcze inni, że zbierają pieniądze dla ratowników. Wielu ludzi oddawało krew – wspomina Magda.

Autor artykułu: ANNA CHROBOK

Ten niezawodny “Kola”

Wednesday, September 26th, 2001

Po dziewięciu kolejkach Piast ma tych “oczek” już jedenaście co daje właśnie jedenaste miejsce w klasyfikacji. Nie tak dawno gliwiczanie byli czerwoną latarnią w tabeli III ligi…

Ostatnie ligowe spotkanie piłkarze Piasta rozegrali na własnym stadionie z Pogonią Oleśnica. Rywal był zdecydowanie do ogrania i zawodnicy Piasta zdawali sobie w pełni sprawę z faktu, że w tym spotkaniu powinni zdobyć komplet punktów.

Pierwsze minuty gospodarze grali bardzo ostrożnie badając możliwości przeciwnika. Pierwsza groźna akcja dla Piasta miała miejsce w 15. minucie, gdy Bochenek wykonywał rzut rożny. Piłka powędrowała na głowę Komara i sekundę później minimalnie minęła słupek bramki przyjezdnych. Potem był jeszcze strzał Mazura w 21. minucie z kilku metrów oraz uderzenie Stańka z dystansu, po którym bramkarz Pogoni musiał popisać się prawdziwą paradą. Goście także starali się jak najczęściej zagrażać świątyni Jarkiewicza, a ta najbardziej w opałach była chyba w 12. minucie, gdy napastnik oleśnickiego zespołu znalazł się oko w oko z bramkarzem Piasta. Strzelił jednak zbyt lekko.

Gola gliwiczanie zdobyli w 40. minucie. Jak zwykle partycypował w nim niezawodny ostatnio Kolasiński. Wpierw faulowany był Staniek i rzut wolny wykorzystywali miejscowi. Wtajemniczeni wiedzieli, że egzekutorem stałego fragmentu gry będzie niezawodny w takich sytuacjach Kolasiński, ale goście dali się zaskoczyć. Do rzutu wolnego ustawiło się trzech zawodników Piasta. Wpierw Mazur podał do Bochenka, a ten przytrzymał ją dla “Koli”, który uderzył bardzo precyzyjne tuż przy słupku. Był to siódmy gol Kolasińskiego w lidze i bramka ta wysunęła go na króla strzelców. W 47. minucie Mazur trafił w spojenie słupka i poprzeczki, a minutę później było już po meczu. Akcję zapoczątkował bardzo dobry w tym meczu Wolny, który podał do Komara. Ten zachował się jak rasowy napastnik, minął kilku rywali i odegrał piłkę do wychodzącego na czystą pozycję Wolnego. Strzał z ośmiu metrów tego ostatniego nie pozostawił złudzeń bramkarzowi Pogoni, któremu pozostało jedynie wyciągnąć piłkę z siatki.

- Do tej pory nic mi nie wychodziło. Brakowało też szczęścia w sytuacjach podbramkowych, ale w tym meczu wreszcie się przełamałem i myślę, że po tej bramce będą następne – powiedział po meczu Wolny.

Ostatnie 20 min. to optyczna przewaga gości, którzy jednak nie potrafili zagrozić gliwiczanom. Jedynie w 67. minucie napastnik Pogoni znalazł się tuż przed Jarkiewiczem, ale nim złożył się do strzału zdążył wrócić, rozgrywający dobry mecz Staniek, i zażegnać niebezpieczeństwo. Z kolei w 83. minucie Mazur stanął przed szansą podwyższenia wyniku, ale jej nie wykorzystał.

- Jestem zadowolony z wyniku, ale zespół jeszcze nie gra tak jakbym chciał. Zawodnicy po raz kolejny zamierzali wygrać mecz na stojąco, a tak się nie da. Każde zwycięstwo trzeba wybiegać. Wciąż to powtarzam piłkarzom, ale oni tego widać nie rozumieją – powiedział po spotkaniu trener Piasta Marcin Bochynek.

Autor artykułu: WALDEMAR GRUDZIEŃ

Koncerty w Wiedniu i Bratysławie: ,Śląsk”powodzianom

Wednesday, September 26th, 2001

Dwukrotnie zespół ,Śląsk” wystąpił w Wiedniu z myślą o polskich powodzianach. Organizatorem pierwszego koncertu 23 września było Stowarzyszenie ,Polonez”.

- Wśród Polonii przeprowadziliśmy akcję sprzedaży cegiełek. Efekt jest imponujący, zebraliśmy 34.000 szylingów – poinformował ,DZ” z Wiednia Piotr Szulik, prezes ,Poloneza”. – Pieniądze wpłacamy na konto ,Powódź” ambasady polskiej w Austrii.

Drugi koncert odbył się w miniony poniedziałek pod patronatem burmistrza Wiednia i pani ambasador, Ireny Lipowicz w pięknej sali wiedeńskiego Ratusza. Zgromadził darczyńców.

- Od rządu i społeczeństwa austriackiego otrzymali polscy powodzianie 3 mln szylingów. Koncert ,Śląska” jest podziękowaniem za ten wspaniały gest. Muszę dodać, że w przerwie gali usłyszałam od gości wiele komplementów pod adresem zespołu – powiedziała ,DZ” ambasador RP w Austrii Irena Lipowicz.

Następnego dnia ,Śląsk” tańczył w Bratysławie na rzecz słowackich powodzian, a dziś jest już w Bystrzycy, m.in. w szkole im. Stanisława Hadyny, swojego twórcy i patrona. W drodze do domu zespół zatrzyma się w Wiśle i złoży kwiaty na grobie Stanisława Hadyny. 25 września przypada 82. rocznica jego urodzin.

Autor artykułu: (tes)

Derby dla Czarnych

Monday, September 24th, 2001

(SOSNOWIEC) Czarni Sosnowiec przerwali serię ligowych zwycięstw AKS Niwka na własnym boisku. Podopieczni Roberta Majewskiego derbowy pojedynek zakończyli zwycięstwem 4:1.

Oba zespoły rozpoczęły spotkanie bardzo ostrożnie. W 16 min. Robert Radek posłał prostopadłe podanie na pole karne gospodarzy. Sędzia boczny podniósł chorągiewkę, sygnalizując pozycję spaloną jednego z graczy Czarnych, ale zabrzański arbiter Adam Doros nie przerwał gry. Piłka trafiła do Bartosza Mackforda, który przy biernej postawie czekających na gwizdek rywali, umieścił ją w siatce.

Gracze AKS Niwka natychmiast ruszyli do odrabiania strat. W 25 min. tuż nad poprzeczką poszybował silny strzał Sebastiana Kawulki z rzutu wolnego, a za moment po “wrzutce” Sławomira Knapa, obok słupka posłał futbolówkę Maciej Rutkowski. Goście odpowiedzieli kąśliwymi uderzeniami Janusza Piotrowskiego i Roberta Radka, ale na posterunku był Jacek Zabagło. W 40 min. Marek Hepo zostawił na linii pola karnego zbyt dużo wolnego miejsca Januszowi Piotrowskiemu, który oddał silny strzał. Piłka, odbijając się od słupka, wylądowała w bramce.

Po przerwie pierwsi śmielej zaatakowali gospodarze. W 58 min. pojedynek sam na sam z Tomaszem Przybysiem przegrał jednak Marcin Wielgus. Podopieczni Roberta Majewskiego zrewanżowali się strzałem Mirosława Nikodema, po którym pewnie interweniował Jacek Zabagło, oraz minimalnie niecelnym uderzeniem Roberta Radka w “długi” róg.
W 73 min. akcję tego ostatniego zawodnika faulem przerwał Sebastian Kawulka. Mocne dośrodkowanie Zdzisława Kowalskiego z rzutu wolnego trafiło do Mirosława Nikodema, który nie niepokojony przez defensorów AKS Niwka, głową skierował futbolówkę do bramki.

Kilkadziesiąt sekund później bliscy zdobycia gola byli gospodarze. Po “wrzutce” Marcina Musialika, mający przed sobą jedynie bramkarza, Marcin Wielgus nie zdołał jednak opanować piłki. Za moment mocny, płaski strzał Marcina Musialika zza linii pola karnego z trudem sparował poza boisko Tomasz Przybyś.

Ze zdobycia kolejnych goli nie rezygnowali również Czarni. W 79 min. na solową akcję zdecydował się Jacek Marzec. Jego silne dośrodkowanie zdołał jednak przeciąć Jacek Zabagło. Dwie minuty później Mirosław Nikodem zagrał między obrońcami AKS Niwka do Janusza Piotrowskiego, który znalazł się sam na sam z golkiperem gospodarzy. Strzał napastnika Czarnych zdołał nogami sparować Jacek Zabagło, ale przy dobitce Mirosława Nikodema był już bezradny.

Końcówka meczu upłynęła na obustronnych atakach. W 83 min., po wymianie podań z Mariuszem Góralczykiem, na listę strzelców wpisał się w końcu Marcin Wielgus, uderzeniem z 7 m zmuszając do kapitulacji Tomasza Przybysia. Chwilę później rozmiary porażki gospodarzy strzałem z dystansu starał się zmniejszyć Marcin Musialik. Po przeciwnej stronie boiska tuż nad poprzeczką posłał w 89 min. futbolówkę Krzysztof Pawłowski, a za moment Robert Radek przegrał pojedynek sam na sam z Jackiem Zabagło.

Autor artykułu: (wow)