Archive for July, 2001

Wieżowiec w płomieniach

Wednesday, July 25th, 2001

Załogi dziewięciu wozów bojowych straży pożarnej przez cztery godziny gasiły wczoraj pożar mieszkania na X piętrze bloku przy ulicy Tysiąclecia w Katowicach. Do szpitali przewieziono pięć ofiar. Wśród nich jest troje dzieci.

- Godzinę po północy poczuliśmy swąd. Wybiegliśmy na korytarz. Płonęły już drzwi od domu sąsiadów. Wszyscy zaczęliśmy gasić ogień. Nosiliśmy wodę całymi wiadrami. Ktoś zadzwonił po strażaków – mówi mieszkający obok Józef Kosin.

Płomienie buchające z przedpokoju odcięły właścicielom mieszkania: Małgorzacie i Arkadiuszowi D. oraz trójce ich dzieci drogę ucieczki na klatkę schodową. Schronili się więc na balkonie. Stamtąd wzywali pomocy. Po chwili inni lokatorzy wyważyli okopcone drzwi. Zaczęli wlewać wodę do pokojów. Momentalnie jednak całe piętro zasłonił gryzący dym.

- Nie było nic widać. Ludzie się dusili. Niosąc małe dzieci i najcenniejsze rzeczy wybiegali przed budynek. Panował taki smród, jakby płonął stos starych opon. Do mojego mieszkania na ósmym piętrze dotarła kobieta z sześciomiesięcznym malcem. Mieli widoczne objawy zatrucia dymem – relacjonuje Józef Kowalczyk.

Z każdą minutą sytuacja stawała się coraz groźniejsza. Ogień zaczął trawić okna dwóch sąsiednich mieszkań. Na szczęście strażacy błyskawicznie przyjechali na miejsce. Ewakuowali uwięzionych mieszkańców, którym groziło zaczadzenie, a nawet śmierć w płomieniach. Następnie ugasili pożar.

- Przez megafony podawali komunikaty, żeby zabrać spod bloku swoje samochody. Potem przez okna wyrzucali nadpalone meble, jakieś deski i inne sprzęty. Swąd spalenizny roznosił się w całym wieżowcu – dodaje Dorota Bagniewska z IV piętra.

Troje dzieci przebywa w katowickich szpitalach. Natomiast ich – poważniej ranni – rodzice przetransportowani zostali do siemianowickiego Centrum Leczenia Oparzeń.

- Pacjenci mają oparzenia około 40 proc. powierzchni ciała, twarzy, kończyn i klatek piersiowych. Kobieta ma także obrażenia oczu. Na razie trudno powiedzieć, jakie są ich szanse na przeżycie – stwierdził dr Stanisław Sakiel, ordynator Oddziału Oparzeń CLO w Siemianowicach Śląskich.

Na balkonie należącym do państwa D. znaleziono dużą butlę wypełnioną gazem. Tylko cudem udało się uniknąć eksplozji.

Autor artykułu: DARIUSZ KRAWCZYK

Kurier dotarł

Wednesday, July 25th, 2001

Kolejny świadek potwierdził wczoraj w sądzie istnienie tzw. raportu taterników, w którym były informacje o tragedii w kop. ,Wujek”. Jest nim Włodzisław Hrabowski z Warszawy, do którego w 1982 r. dotarł kurier z Zakopanego – Janusz Hierzyk.

Proces w sprawie śmierci górników kop. ,Wujek” w stanie wojennym jest poszlakowy. Dlatego z taką skrupulatnością sprawdzane są wszystkie informacje pojawiające się na temat przebiegu pacyfikacji. Tzw. raport taterników miał powstać wiosną 1982 roku po szkoleniu w Dolinie Pięciu Stawów członków plutonu specjalnego katowickiego ZOMO, których teraz prokurator oskarża o strzelanie do górników. Raport pisał głównie Jacek Jaworski, a jego autentyczność potwierdzają dwaj inni szkoleniowcy-taternicy: Janusz Hierzyk (już zeznawał przed sądem) oraz Ryszard Szafirski (wezwany na dzisiejszą rozprawę).

Przesłuchiwany wczoraj Włodzisław Hrabowski zeznał, że Hierzyk dotarł do niego z materiałami dla ,Solidarności”.

- Nawet ich nie czytałem – mówił. – Przekazałem bratu, on łączniczce Zofii F. Nie wiem, co się z nimi stało.
Kilka miesięcy później zjawił się u niego sam Jaworski.

- Anonsowała go córka jako oficera milicji, który chce nawiązać kontakt z władzami ,Solidarności”. Przyjechał oczekując, że go jakoś wykorzystam, ale za moim pośrednictwem nie kontaktował się z nikim z ,S” – zeznawał świadek.

Hrabowski powtarzał za taternikami, że strzały w kop. ,Wujek” nie były przypadkowe, że nie było bezpośredniego zagrożenia dla tych, którzy strzelali, a decyzję o użyciu bronił wydał ,Walerek”, dowódca plutonu.

Nie można zarzucić kłamstwa Hrabowskiemu. Problem w tym, że o raportach mówi językiem ostatnich publikacji prasowych.
- Zeznania Hrabowskiego porządkują poszlaki, którymi się w tym procesie posługujemy, potwierdzają informację, że w 1982 r. istniał raport taterników – mówi pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych mec. Janusz Margasiński.

Zdaniem obrońcy z urzędu, mec. Anny Dudek, pozostają wątpliwości co do intencji świadka, który pojawia się 20 lat po wydarzeniach/.
Niewątpliwie taternicy, szkolący w stanie wojennym pluton specjalny, zostali wyklęci ze swojego środowiska. Dziś mówią, że szkolili dlatego, by wyciągnąć od zomowców informacje.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Kłodnica postraszyła

Monday, July 23rd, 2001

Ostatnie burze, efekt ścierania się gorących i zimnych mas powietrza, nie były zaskoczeniem dla służb ratunkowych. W miniony weekend gliwicka straż pożarna interweniowała blisko trzydzieści razy. Głównie usuwając wodę z podtopionych piwnic i posesji.

Wprawdzie najsilniejszy huragan przeszedł nad Katowicami i ominął miasta naszego terenu, to służby miejskie nie narzekały na brak zajęć, a mieszkańcy z niepokojem nasłuchiwali komunikatów powodziowych. Do kompletu nieszczęść doszły jeszcze zerwane dachy, leżące na głównych ciągach komunikacyjnych, połamane wichrem, gałęzie i wyrwane z korzeniami drzewa.

Największym zagrożeniem w Gliwicach była oczywiście rzeka Kłodnica i jej mały, choć równie groźny dopływ, Ostropka.

- Na szczęście stany wód na naszych rzekach, podczas minionych dni, nie przekroczyły stanów alarmowych. Choć brakowało tylko dziesięciu centymetrów – powiedział dyżurny straży pożarnej. – Pomimo to, mamy je cały czas pod ścisłym nadzorem.

Problem z Kłodnicą pojawił się jednak w Rudzie Śląskiej, gdzie przepływająca rzeka od paru dni zalewa posesje przy ulicy Halembskiej.

- Czeka nas tu jeszcze sporo pompowania, bo woda z rzeki, choć jest poniżej stanu alarmowego, podmyła kilkanaście pobliskich posesji – powiedzieli “DZ” rudzcy pożarnicy.
Tradycyjnie już, deszcze ominęły Zabrze, gdzie w strażacy zanotowali tylko cztery wyjazdy, w tym jeden związany z wodnym żywiołem.

Niedawno okazało się, że problem wylewającej Ostropki, rzeczki, która już niejednokrotnie była przyczyną zalania gliwickiego szpitala ginekologiczno-położniczego, ukryty jest pod jej powierzchnią. W ubiegłym roku, w trakcie badania podziemnego koryta Ostropki znaleziono bowiem… potężny, betonowy wał, w którym tkwi zapomniana rura kanalizacyjna. Wał ten, znajdujący się w kolektorze przed ujściem potoku do Kłodnicy, ma wysokość metra i długość piętnastu metrów.

- Ustalono, że przeszkoda tkwi tam od blisko dwudziestu lat i poważnie utrudnia swobodny przepływ wody, zmniejsza bowiem przekrój koryta o ponad sześćdziesiąt procent – dowiedzieliśmy się w gliwckim Urzędzie Miejskim. – Podczas obfitych opadów przeszkoda powoduje spiętrzanie wody i zalewanie części miasta.

Dokładniejsze badanie wału wykazało, że jego usunięcie nie będzie takie proste, gdyż kryje on metrowej średnicy rurę czynnej kanalizacji sanitarnej. Ten dziki, zbudowany na przełomie 70. i 80. lat ciąg spowodował, że ubiegłoroczne prace stanęły w martwym punkcie.

- Konieczne będą dodatkowe prace ziemne, które powiększą przekrój kolektora na odcinku zajętym przez wał – powiedział Bolesław Maskiewicz z wydziału przedsięwzięć gospodarczych i usług komunalnych Urzędu Miasta Gliwice. – Rozstrzygnęliśmy już przetarg na wykonawstwo.

Operacja poszerzenia Ostropki powinna zostać zakończona jeszcze przed październikiem. Można mieć więc nadzieję, że będzie to lekarstwo na wylewającą rzeczkę.

Autor artykułu: JACEK SKOREK

Jeszcze trzy tygodnie

Monday, July 23rd, 2001

Piłkarze klasy okręgowej nie mają w tym roku zbyt wiele czasu na odpoczynek. Ligowe zmagania rozpoczną już 4 sierpnia.

Beniaminek z podokręgu Częstochowa zmierzy się z od niedawna grającym w tej klasie Sokołem Olsztyn. Inny z beniaminków – Śląsk Koszęcin, który wywalczył prawo gry w “okręgówce” dopiero w barażach, stoczy pojedynek derbowy z Orłem Babienica. Kolejny ?nowicjusz? z powiatu lublinieckiego Pokój Sadów zagra ze spadkowiczem z IV ligi Lotem Konopiska.

Zestaw pozostałych par meczów pierwszej kolejki: Warta Kamieńskie Młyny – Sparta Szczekociny, Warta Mstów – Unia Kalety, Znicz Seven Kłobuck – Olimpia Truskolasy, Zieloni Żarki – Stradom Fuldom Domex Częstochowa.
W IV lidze rozgrywki rozpoczynają się 11 sierpnia.

Autor artykułu: (su)

O Srebrny Kask

Monday, July 23rd, 2001

W finale turnieju o Srebrny Kask wystartuje m.in. Zbigniew Czerwiński.

Częstochowski junior wywalczył w eliminacji drugie miejsce ulegając jedynie Tomaszowi Chrzanowskiemu z Apatora. Jutro zmierzy się w Zielonej Górze z finałową piętnastką zawodników.

Trudno ocenić jakie szanse na medal ma w tym towarzystwie zawodnik Włókniarza. Wiele zależeć będzie od jego dyspozycji tego dnia. Możliwości ma wielkie, o czym mogliśmy się już nie raz przekonać. Czerwiński jeździ jednak nierówno zaliczając także bardzo słabe występy. Jak mówi, zawsze daje z siebie wszystko, ale nie zawsze wychodzi tak, jakby chciał.

Wydaje się, że najpoważniejszymi kandydatami do medalu są Jarosław Hampel, Rafał Okoniewski i Chrzanowski. Na własnym torze bardzo groźny może być Rafał Kurmański. W walce o wysokie pozycje powinni się też liczyć: Krzysztof Słaboń, Michał Robacki i Tomasz Gapiński. Oprócz wymienionych, w turnieju wystąpią: Dawid Kujawa, Przemysław Kłos, Łukasz Pawlikowski, Krzysztof Kasprzak, Łukasz Jankowski, Łukasz Romanek, Janusz Kołodziej i Dawid Cieślewicz. Rezerwowymi są Krzysztof Świder i Łukasz Stanisławski.

Autor artykułu: (su)

Czy trzeba będzie zwrócić kopalniom pobrane należności?

Friday, July 20th, 2001

Uchwałę Naczelnego Sądu Administracyjnego, w myśl której podziemne wyrobisko górnicze nie podlega opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości, Stowarzyszenie Gmin Górniczych w Polsce na Nadzwyczajnym Zgromadzeniu w Tychach uznało za naruszającą prawa gmin.

Podczas zgromadzenia przyjęto stanowisko, będące protestem wobec uchwały podjętej przez NSA i zapisu w senackiej ustawie. “Uchwała NSA z 2 lipca 2001 r.(…) skutkuje naruszeniem samodzielności finansowej gmin górniczych.(…) – czytamy w “Stanowisku”. “Naruszenie samodzielności ma miejsce wówczas, gdy wskutek powstałej zmiany, ogólne dochody roczne gminy ulegną drastycznemu zmniejszeniu i to bez możliwości ich wyrównania, co jest następstwem uchwały NSA.(…) Podatek od nieruchmości jest podatkiem od posiadania majątku . Wyrobiska górnicze są realnym majątkiem przedsiębiorców górniczych, którzy przez ten majątek realizują działalność gospodarczą (…), a więc spełniają warunki opodatkowania przewidziane ustawą o opłatach lokalnych”.

Równocześnie podjęto uchwałę o zwrócenie się do Ministra Finansów o rewizję nadzwyczajną uchwały NSA oraz do prezydenta RP o zawetowanie ustawy. Działania te ma poprzedzić symulacja skutków ustawy, opracowana na podstawie ankiet wypełnionych przez poszczególne gminy górnicze.

Uchwała NSA zaskoczyła wszystkich. Okazało się bowiem, że kopalnie mają coś, co nie powinno być objęte podatkiem od nieruchomości, a za co do tej pory niektóre płaciły.

- Przyjęto definicję budowli z uwzględnieniem przepisów prawa budowlanego, a moim zdaniem w tej sprawie powinny mieć zastosowanie definicje i przepisy prawa górniczego – stwierdził Mirosław Nosalik, radca prawny SGGP. – Została zachwiana równość podmiotów podatkowych, a uchwała i zapis ustawy senatu RP z 5 lipca br, może mieć bardzo poważne skutki dla gmin. Okazuje się bowiem, że do budżetów gmin nie tylko nie wpływałyby środki z tytułu podatku, ale niektóre gminy musiały zwrócić pieniądze pobrane za kilka ostatnich lat i to z odsetkami.

Jak obliczono, gminy górnicze musiałyby oddać ok. 600 mln zł.

- U nas nie ma kwestii “zwrotu pieniędzy”, bowiem z tytułu podatku od nieruchomości nie otrzymaliśmy żadnych środków – stwierdził burmistrz Bierunia Ludwik Jagoda. – Jest to jednak niemała kwota, bo 12 mln 900 tys. Inna sprawa, że górnictwo jest nam winne prawie 60 mln zł, wliczając w to opłatę eksploatacyjną. Wobec należności ze strony górnictwa wykazaliśmy daleko idącą tolerancję. W tym roku powinniśmy otrzymać przynajmniej 6 mln zł dawnych zaległości, m.in. z tytułu tzw. podatku od ubruttowienia.

Fachowcy ostrzegają, że przyjęcie nowej wykładni może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje, gdyż na uchwałę NSA mogą powoływać się inne podmioty i starać się o “wyłączenie z opodatkowania” kolejnych obiektów. W tej sytuacji gminy staną w obliczu budżetowej katastrofy.

Autor artykułu: LESZEK SOBIERAJ

Niszczący podmuch

Friday, July 20th, 2001

Skutki gwałtownej burzy, jaka miała miejsce w minionym tygodniu, odczuli także mieszkańcy niemal wszystkich gmin naszego powiatu. Wiejący z prędkością ponad 100 km/godzinę wiatr łamał drzewa, słupy niskiego i średniego napięcia oraz zrywał linie energetyczne. W Imielinie z przygniecionego przez padające drzewo auta wyciągnięto ranne dziecko i starszą osobę. Oboje trafili do szpitala.

Najwięcej pracy mieli oczywiście strażacy. W Tychach od godziny 8 w poniedziałek do godziny 8 we wtorek było aż 28 wyjazdów.

- Szczyt wyjazdów zaczął się wraz z rozpoczęciem burzy. Większość interwencji dotyczyła powalonych drzew i konarów tarasujących jezdnię. Do najpoważniejszego zdarzenia doszło o godzinie 20.40 w Imielinie, gdzie na ulicy Poniatowskiego, powalone drzewo przygniotło osobowe renault. Z auta wydobyto dziecko i starszą osobę, których przewieziono do szpitala. O godzinie 22.55 w Żwakowie powalone drzewo runęło na trakcję kolejową, w Lędzinach, na ul. Pokoju, drzewo przygniotło samochód marki fiata, a w Bieruniu Nowym uszkodzony został dom jednorodzinny i Dom Pomocy Społecznej – powiedział nam aspirant sztabowy Henryk Machalica z PSP w Tychach.

W Bieruniu Starym i Nowym w akcji likwidowania zagrożeń wzięli też udział strażacy z OSP dysponujący wozami bojowymi star, lublin i jelcz. Najwięcej wiatrołomów usunięto z ulic: Krakowskiej, Warszawskiej, Zdrowia, Wita, Świerczynieckiej, Jagiełły, Królowej Jadwigi i Wawelskiej. W okolicach przejazdu kolejowego przy ul. Wawelskiej w Bieruniu Nowym zostały zerwane przewody linii energetycznej. Stanowiło to poważne zagrożenie dla ludzkiego zdrowia i życia. Do czasu przyjazdu pogotowia energetycznego teren został zabezpieczony przez służby ratownicze.

Sporo strat odnotował tyski rejon energetyczny.
- W Tychach, Lędzinach i Bieruniu stwierdziliśmy ponad sto uszkodzeń linii rozdzielczej niskiego napięcia oraz trzy poważniejsze awarie na linii średniego napięcia. Miały one miejsce na Czułowie, Urbanowicach i Smardzowicach – powiedział Artur Cywiński, kierownik Eksploatacji Centrum Obsługi Klientów w Tychach.

Do Urzędu Miejskiego wpłynął list Miejskiego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych w Tychach, podpisany przez jedenastu rolników z dzielnic Mąkołowiec i Wilkowyje. Rolnicy zwracają się z prośbą o powołanie komisji do oszacowania szkód powstałych w uprawach rolnych po gradobiciu. Komisja taka została już powołana, a jej raport zadecyduje czy i w jakiej formie rolnicy otrzymają pomoc.

płk Czesław Oskierko, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego, Ochrony Ludności i Spraw Obronnych, Pionu Ochrony Urzędu Miasta w Tychach:
- Padające przez kilka dni deszcze mogą spowodować zagrożenie powodziowe w kilku gminach powiatu, m.in na terenie Bojszów i w Czarnuchowicach. Jeśli chodzi o Tychy, dzięki ostatnim inwestycjom w rejonie Gostynki i Jeziora Paprocańskiego, będziemy mogli sobie poradzić z większymi problemami, niż podczas powodzi w 1997 r. Obecnie najbardziej newralgiczny punkt na Potoku Tyskim znajduje się w rejonie ul. Sienkiewicza, gdzie mieszkańcy zamontowali kładki. W przypadku oberwania chmury może tam nastąpić spiętrzenie wody. Jeśli chodzi o sprawy powodziowe, został utworzyny w Tychach specjalny komitet. Mamy podpisane umowy z Pszczyną, Mikołowem i Katowicami o współdziałaniu i pomocy.

Autor artykułu: (les, ws)

Żywioł ich nie zaskoczył

Friday, July 20th, 2001

(PILICA, ZAWIERCIE) Miniona, upalna sobota była dla jednostek zawodowej straży pożarnej pierwszym dniem alarmu. Na podstawie prognoz meteorologicznych rozpoczęto przygotowania do usuwania skutków gwałtownych ulew.
- Sprawdzaliśmy stan pomp szlamowych, wykorzystywanych przy usuwaniu wody z budynków, zwiększaliśmy w samochodach bojowych liczbę węży ssawnych oraz woderów i ubrań przeciwdeszczowych. Słowem, przygotowywaliśmy się do powodzi, choć z nieba lał się żar – mówi starszy aspirant Zbigniew August, dowódca JRG Poręba.

Kataklizm, jaki kilka dni wcześniej nawiedził Trójmiasto i Słupsk, przemawiał do wyobraźni. Komunikaty pogodowe pilnie śledzili nie tylko strażacy, ale również samorządowcy.

- W stan podwyższonej gotowości postawiliśmy jednostki ochotnicze wchodzące w skład Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Na rozległym terenie powiatu są one bardzo ważnym uzupełnieniem nielicznych jednostek ratowniczo-gaśniczych PSP – dodaje starszy kapitan Marek Fiutak, oficer operacyjny Komendy Powiatowej Straży Pożarnej. – Niektóre z nich osiągnęły w ten sposób bardzo krótki czas alarmowania. Sekcje z OSP Wierbka czy z OSP Marciszów wyjeżdżają do akcji w niecałe 10 minut.

Sprawdzian gotowości przyszedł już w poniedziałkowy wieczór. Nad powiatem zawierciańskim, podobnie jak nad całym regionem, przeszła potężna nawałnica.
- Szkody powodował zwłaszcza porywisty wiatr. Opady deszczu były niewielkie – podkreśla Marek Fiutak.

Wichura w porywach osiągała prędkość 36 m na sek., czyli 126 km na godz. Nic zatem dziwnego, że drzewa łamały się jak zapałki. Najbardziej ucierpiała gmina Pilica. Wyrwane i połamane konary i gałęzie blokowały drogi w Sławniowie, Pilicy, Wierzbicy, Dobrem, Wierbce, Kleszczowej. Praktycznie niemożliwy był przejazd w stronę Żarnowca. Przy usuwaniu skutków nawałnicy pracowali strażacy z jednostek OSP Kleszczowej, Wierbki i Pilicy.

- Zastępy straży zawodowej oraz OSP Marciszów w tym samym czasie usuwały połamane drzewa z ulic Zawiercia – mówi Marek Fiutak. ? Na początek alarmowaliśmy jednostki dysponujące piłami spalinowymi. Każda z tych sekcji miała zabezpieczyć odpowiednią ilość paliwa. Później najcenniejsze okazywały się liczne zastępy, które za pomocą linek mogły odblokować zatarasowane szosy.

Potrzebne okazywały się również sekcje dysponujące, jak np. OSP Niegowonice, autami z masztami oświetleniowymi. Na terenie większości powiatu, po godz. 21, przerwane zostały dostawy energii elektrycznej. W Pilicy światło w domach zaświeciło się jeszcze przed północą, ale w Ogrodzieńcu nastąpiło to dopiero godzinę później. Część mniejszych miejscowości nie była zasilana jeszcze we wtorek przed południem.

- To dramat. Mamy ponad tysiąc zgłoszonych awarii – mówiła dyspozytorka zawierciańskiego terenowego zakładu dystrybucji energii elektrycznej. – Przerwy w dostawach prądu były w Zawierciu i wszystkich okolicznych gminach.
Następnego dnia już nie wiało, ale za to cały czas padał deszcz. Od razu pojawiły się zgłoszenia o zalanych piwnicach. Strażacy piły zamienili więc na “szlamówki”.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

A deszcz ciągle padał…

Thursday, July 19th, 2001

Wczoraj w nocy chwile grozy przeżyła Gizela Ziaja z Bytomia. Woda wdarła się do jej domu. Zalała piwnice. – To było straszne. Bałam się, że zaleje też pokoje. Dopiero nad ranem pani Gizela wezwała strażaków. Wypompowali trzy tysiące litrów wody. Nie ona jedna nie spała tej nocy.

Wpowiecie tarnogórskim zalanych było kilkanaście domów i gospodarstw. Co kilka minut strażacy odbierali telefony przerażonych ludzi. Wyjeżdżali ponad 30 razy. Groźnie było m.in. przy ul. Repeckiej i Pastuszki w Tarnowskich Górach, gdzie woda dostała się do piwnic domów. W Tworogu ul. Chabrowa zamieniła się w rwący potok. Żeby ratować pobliskie domki letniskowe trzeba było ułożyć ochronny wał.

- Pracowaliśmy do późnej nocy. Poszło prawie dwieście worków z piachem. Posesje są już bezpieczne – powiedział ,DZ” Andrzej Ecler, wójt Tworoga.
Wczoraj od rana podobny problem mieli też mieszkańcy Kotów. Po ulewnych opadach ul. Szkolną płynęła bowiem rzeka. Woda sięgała do kolan. Ulicę wyłączono z ruchu. Niepokojąco podniósł się poziom rzeki Mała Panew w Krupskim Młynie. Wczoraj w południe do stanu alarmowego rzeki brakowało tylko 26 centymetrów. Dramatycznie było też w Bytomiu. Przy ul. Nickla “utopiła” się skoda felicja. Na ratunek kierowcy natychmiast wyjechali bytomscy strażacy.

- Woda sięgała tak wysoko, że zaczęła przez drzwi wlewać się do środka samochodu. Kierowca nie mógł ruszyć samochodem, bo woda zalała mu silnik. Zalana została Szkoła Podstawowa nr 43 w Stolarzowicach. Złamane przez wichurę i silny deszcz konary drzew zatarasowały ulice. Bez przerwy wzywano nas do zalanych piwnic – wylicza kpt. Adam Wilk, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej bytomskiej PSP.

Zalanych jest też kilka mieszkań w budynku przy ul. Smolenia 31.

- Woda przeciekała przez dach. Budynek jest w opłakanym stanie. Żeby skorzystać z toalety musiałem zaopatrzyć się w parasol i kalosze – powiedział nam Krzysztof Sarwa, jeden z mieszkańców.
Zdaniem Janusza Jawora, z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Katowicach, mieszkańcy Śląska mogą być spokojni.

- Przez najbliższe dwa dni nie powinno padać – powiedział “DZ” Jawor.

Autor artykułu: JOANNA LIDOCHOWSKA

Browar bez wzięcia

Thursday, July 19th, 2001

Niestety nie udało się sprzedać w pierwszym przetargu zabrzańskich Browarów Górnośląskich SA. Mimo, że cena (30 mln złotych) wydawała się niezbyt wygórowana, procedurę przetargową trzeba będzie powtórzyć. Potencjalni nabywcy firmy mogą teraz składać oferty do 6 sierpnia. Obniżono kwotę jaką trzeba wyłożyć, by stać się właścicielem browaru. Wynosi ona 24 mln złotych.

Browary Górnośląskie SA mimo, że od wielu miesięcy znajdują się w upadłości prowadzą produkcję piwa wprowadzając na rynek nowe gatunki. Na sprzedaż przedsiębiorstwo wystawiono pod koniec maja. W tym samym też czasie 150 osobowa załoga dostała wymówienia z terminem na koniec sierpnia, by ewentualnie na nowo podpisać umowę o pracę już z nowym właścicielem. Tego na razie brak…

Autor artykułu: (wag)