Rewelacyjnie wypadli piłkarze Odry na inauguracji sezonu 2001/2002. Po bardzo dobrym meczu wodzisławianie pokonali 3:1 jedenastkę GKS-u Katowice. Bohaterem tego spotkania był napastnik gospodarzy Michał Chałbiński, ale wszyscy zasłużyli na słowa uznania. Udał się również trenerski debiut Ryszardowi Wieczorkowi.
Kiedy kilka lat temu debiutowałem w I lidze jako zawodnik, spotkanie również zakończyło się naszą wygraną 3:1. Teraz historia się powtórzyła, z tą różnicę tylko, że teraz oglądałem mecz jak trener – wyznał szkoleniowiec Odry.
Ryszard Wieczorek zapomniał dodać, że w swoim piłkarskim debiucie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. W sobotniej konfrontacji rola ta przypadła Michałowi Chałbińskiemu.
- Ostatni raz 2 bramki w I lidze strzeliłem półtora roku temu ze Stomilem Olsztyn. Wydaje mi się, że w tym meczu obie były tak samo ważne. Nie wiem, czy dzisaj wywalczyłem sobie miejsce w podstawowym składzie. Trener Wieczorek ma różne koncepcje i może się zdarzyć, że zagramy nie dwoma, ale trzema napastnikami. Nie boję się jednak rywalizacji z kolegami z ataku – stwierdził szczęśliwy snajper.
Wydaje się, że problem napastników został w Odrze rozwiązany już w sezonie przygotowawczym. Za to druga linia po odejściu Berensztajna nie przedstawiała się najlepiej w sparingach. Okazało się, że i z tym problemem sztab szkoleniowców poradził sobie doskonale. W sobotnim meczu w środku pola zagrali Wojciech Górski i Paweł Sibik. Ten drugi zagrał świetne spotkanie, które udokumentował strzeleniem bramki. Tym samym Sibik udowodnił, że nie sprawia mu większej różnicy, czy gra na skrzydle, w ataku, czy w środku pola.
- W sobotę grało mi się rewelacyjnie, ale nie chcę oceniać swoich występów przez pryzmat jednego meczu. Trudno też oceniać grę kolegów, bowiem to dopiero pierwszy mecz. Należy też powiedzieć, że GKS jest zdecydowanie słabszą drużyną niż w ubiegłym roku, a dodatkowo przez 50 minut grał w osłabionym składzie – powiedział Paweł Sibik.
Trudno się nie zgodzić z pomocnikiem gospodarzy. GKS istotnie nie przedstawia takiego potencjału, jak na finiszu ubiegłego sezonu. W Wodzisławiu to jednak katowiczanie pierwsi objęli prowadzenie po kardynalnym błędzie bramkarza gospodarzy Grzegorza Tomali. Po tej interwencji popularny “Dżaga” do końca meczu był obiektem kpin miejscowych fanów. Znaleźli się nawet i tacy, którzy stanowczo domagali się zmiany między słupkami. Jednak Ryszard Wieczorek nie uległ presji kibiców.
- Przez chwilę zastanawiałem się czy nie zmienić Grzegorza. Doszedłem jednak do wniosku, że należy mu dać szansę. Dlatego nie dokonałem roszady w bramce – wytłumaczył trener Odry. Sam winowajca nie krył, iż popełnił błąd.
- Nie wiedziałem jak potoczy się akcja, dlatego chciałem przeciąć dośrodkowanie. Kiedy się zorientowałem, że nie dam rady dotknąć piłki, chciałem wrócić do bramki, ale byłu już za późno. Przykro mi jednak, że mój błąd spotkał się z tak ostrą reakcją kibiców – wyznał po meczu “Dżaga”.
W zupełnie odmiennym nastroju z boiska schodził Piotr Rocki. Miał podwójny powód do zadowolenia. Zagrał bardzo dobrze, walcząc na całej długości boiska. Dodatkowo został obdarowany bardzo miłym gestem przez kolegów z drużyny. We wtorek poprzedzający mecz Piotrowi Rockiemu urodził się drugi syn. Piłkarze Odry zadedykowali najmłodszej latorośli państwa Rockich pierwszą bramkę w tym sezonie manifestując swoją radość wykonaniem tradycyjnej “kołyski”.
Autor artykułu: ROBERT GALIŃSKI