Po co rozgrywać taki mecz, zastanawiają się kibice, skoro z góry zostało ustalone kto zwycięży? To sarkastyczne twierdzenie ma swoje uzasadnienie. Skoro 16 maja w pierwszym spotkaniu w Zabrzu Polonia wygrała zgodnie z ,planem” 2:1, a w minioną sobotę w meczu o ligowe punkty, w stolicy ,lepszy” okazał się Górnik zwyciężając 2:0, to teraz zabrzanie nie mają innego wyjścia, tylko muszą tak zagrać, aby rywalom nie stała się krzywda.
To nie jest złośliwość ani czepianie się. Takie wnioski nasuwają się po tym, co ostatnio się dzieje w polskim futbolu. Puchar Polski nigdy się nie cieszył wysoką rangą. Zawsze traktowany był jak piąte koło u wozu. W tym roku sięgnął dna. W piątek w południe zadzwoniliśmy do siedziby Polonii na Konwiktorskiej w Warszawie, aby się dowiedzieć o przygotowaniach do tego, przynajmniej w założeniach, wielkiego piłkarskiego wydarzenia. Okazało się, że jeszcze nie rozpoczęto sprzedaży biletów na ten mecz. Wprawdzie zapewniano nas, że kibice pytają się o to spotkanie, ale przypuszczamy, że to zwykły blef. Z naszych informacji wynika, że zainteresowanie nim jest niemal zerowe. Jak może jednak być inaczej skoro panowie piłkarze, a także działacze robią sobie kpiny z fanów futbolu.
Jak można wierzyć zapewnieniom, że wszystko jest w porządku skoro przed ligowym meczem Polonia – Górnik aż pięciu piłkarzy stołecznej drużyny dostało żółte kartki eliminujące ich z gry, a chodziło o: Mariusza Pawlaka, Tomasza Wieszczyckiego, Igora Gołaszewskiego, Macieja Bykowskiego, Arkadiusza Bąka. Niezdolność do gry zgłosili bramkarze Mariusz Liberda i Marek Matuszek, a także Arkadiusz Kaliszan. W niedzielę wymienieni wyżej kartkowicze już będą mogli wystąpić. Między słupkami stanie najprawdopodobniej Matuszek. Należy się więc spodziewać, że poloniści wystąpią w najsilniejszym aktualnie zestawieniu. W Górniku za kartki pauzują: Grzegorz Lekki, Robert Kolasa, Grzegorz Bonk, Marek Szemoński. Kontuzjowani są: Shingayi Kaondera, Rafał Kocyba. Zrezygnowaliśmy z wypowiedzi przedmeczowych zarówno trenerów, jak i zawodników, bo to nie ma sensu. Nie podajemy też przypuszczalnych składów, bo po co. W takiej sytuacji wszelkie kalkulacje są bez sensu. Zobaczymy, co będzie na boisku.
Autor artykułu: ANDRZEJ AZYAN